Ten artykuł najpierw został opublikowany w numerze styczeń/luty 2017 Connected Life Magazine. Zamów prenumeratę i zyskaj dostęp do podobnych treści w pierwszej kolejności.


Zaprzęgnięcie do współpracy nowych technologii pozwala towarzystwom ubezpieczeniowym precyzyjniej szacować ryzyko, kreować odpowiednią politykę cenową i przyciągać nowych klientów. Kierowcy zyskują tańsze polisy, lepiej dopasowane do ich potrzeb i odzwierciedlające ich zachowanie na drogach. Co więcej, premiowanie krótszych kilometraży i bezpieczniejszego stylu jazdy sprawia, że zyskuje na tym całe społeczeństwo. Nic dziwnego zatem, że rewolucja o nazwie Usage-Based Insurance zyskuje coraz większe poparcie i powoli zmienia skostniały system ubezpieczeń samochodowych.

Tradycyjna wycena polis ubezpieczeniowych dla kierowców oparta jest zasadniczo o zagregowane dane statystyczne dla danego regionu oraz wybrane dane ubezpieczającego i/lub kierowcy, takie jak: doświadczenie w prowadzeniu pojazdów, lata bezszkodowej jazdy, wiek, a czasami także płeć. Siłą rzeczy jednak stawki ubezpieczeń są uogólnione i nie odzwierciedlają nas jako kierowców. Każdy jednak przecież prowadzi inaczej i – ergo – sprawiedliwiej, a dla wielu też bardziej opłacalne, byłoby, gdybyśmy nie byli przypisywani do sztywnych i często sztucznych statystycznych ram.

A gdybyśmy mogli ponosić opłaty uzależnione od naszego indywidualnego stylu prowadzenia pojazdu? Czy nie lepiej, gdybyśmy nie byli wszyscy wrzucani do jednego worka typu: „Warszawa, mężczyzna, lat 30-40, prawo jazdy powyżej 5 lat, 3 lata bezszkodowej jazdy”? Coraz popularniejsze w branży hasło „UBI” (ang. Usage-Based Insurance), to ubezpieczenie samochodowe, którego stawka uzależniona jest od tego, jak prowadzimy nasze auto, a obliczana na podstawie aktualnych informacji rejestrowanych i przysyłanych przez odpowiednie urządzenie zainstalowane w samochodzie. O UBI i całej gamie rozwiązań z tym związanych, a kryjących się za akronimami typu PAYD, PHYD itd., od kilku lat coraz głośniej jest w krajach Europy czy w Stanach Zjednoczonych. Ta – nie bójmy się mocnego słowa – rewolucja ubezpieczeniowa zawitała już do Polski. Nie byłaby ona jednak możliwa, gdyby nie rozwój i popularyzacja rozwiązań telematycznych.

Od komputerów pokładowych do M2M

Już w latach 80. ubiegłego wieku w pojazdach zaczęto montować komputery pokładowe, dzięki którym możliwy był odczyt i kontrola pewnych elementów związanych z eksploatacją pojazdów.

Dopiero jednak od połowy lat 90. wraz z możliwością bezprzewodowej komunikacji na rynku pojawiły się bardziej zaawansowane rozwiązania. Wraz z otwarciem do komercyjnego użytku systemu GPS oraz popularyzacją telefonii komórkowej, powstały pełnosprawne systemy telematyczne.

Pierwotnie służyły do monitoringu i zarządzania flotą długodystansowych pojazdów ciężarowych, jednak już na przełomie tysiącleci realizowane były pierwsze programy pilotażowe, których celem było zbadanie ich potencjału w m.in. lepszym szacowaniu kosztów ubezpieczeń. Mimo zachęcających rezultatów, z powody zbyt dużych kosztów integracji nowych technologii projekty te na kilka lat zamrożono. Kiedy nastąpił dynamiczny rozwój urządzeń mobilnych i szybkich form transmisji danych, w połowie pierwszej dekady XXI w. wrócono do tych idei. Prawdziwy ich rozkwit nastąpił w ostatnich latach za sprawą technologii M2M (z ang. machine-to-machine), czyli wzajemnie, automatycznie komunikujących się urządzeń. Obecne rozwiązania z zakresu UBI bazują właśnie na M2M w celu rejestrowania dynamicznych danych pochodzących z urządzeń zainstalowanych w samochodzie.

Jak pokazały wcześniejsze doświadczenia, system wymuszający przyjazd samochodem do placówki wskazanej przez ubezpieczyciela w celu podłączenia się do zamontowanego urządzenia i odczytu, a następnie długotrwałej analizy danych, po prostu się nie sprawdził. W momencie jednak, kiedy urządzenie rejestrujące może zdalnie przesyłać dane (np. dzięki karcie SIM), które są na bieżąco badane, często też udostępniane klientom (w formie aplikacji webowej czy mobilnej) i uwzględniane przy wycenie polis, wówczas uzyskujemy nowy, znacznie ciekawszy model biznesowy, który ma szansę się sprawdzić. I, jak pokazują doświadczenia wielu krajów, sprawdza się.

PAYD vs. PHYD

No dobrze, ale – zapyta ktoś – co tak naprawdę jest rejestrowane? Ktoś inny mógłby odpowiedzieć: „Wszystko”. A będąc precyzyjnym należy dodać, że wszystko, co może przyczynić się do kształtowania kosztorysu polisy i kalkulowania potencjalnej szkodowości kierowcy. ideą, jaka przyświecała zaprzężeniu telematyki do pomocy towarzystwom ubezpieczeniowym była chęć mierzenia ryzyka na poziomie indywidualnego kierowcy, a nie jak wcześniej uogólnionej grupy demograficznej. W związku z tym analizuje się nie tylko dane statystyczne, ale także m.in. długość przejeżdżanych dystansów, obszar, po jakim się poruszamy, godziny, w których się poruszamy, czy takie detale, jak sposob, w jaki hamujemy i przyspieszamy (czyli ogólnie styl jazdy), po – oczywiście – kolizje.

W zależności od tego, jaki model przyjmie towarzystwo ubezpieczeniowe, wyróżnić można 2 podstawowe typy ubezpieczeń UBI:

  1. PAYD / PAYDAYS / PAYG – Pay-as-You-Drive, Pay-as-You-Drive-and-Save, Pay-as-You-Go, to w zasadzie trzy nazwy tego samego rozwiązania polegającego na tym, że użytkownik płaci za przejechany dystans lub czas prowadzenia pojazdu. Czasami także wysokość polisy uzależniona jest jeszcze od godzin i/lub miejsca poruszania się (np. opłaty wyższe, jeśli poruszamy się w centrum miasta w szczycie korka ze względu na większe prawdopodobieństwo wystąpienia kolizji). W zależności od ubezpieczyciela można zadeklarować np. roczny kilometraż i opłacić stawkę z góry (co później jest w razie potrzeby korygowane), bądź też płacić na bieżąco co dany interwał (miesiąc, kwartał itp.) w zależności od raportów przesyłanych z zainstalowanego w samochodzie urządzenia.
  2. PHYD – Pay-How-You-Drive to bardziej złożone rozwiązania, monitorujące nie tylko pokonany kilometraż, ale nastawione na obserwację i analizę naszego stylu jazdy. W tym przypadku zatem mówimy o wcześniej wspomnianej rejestracji sposobu hamowania, przyspieszania itd. Wszystko to jest na bieżąco oceniane i brane pod uwagę przy ustalaniu lub weryfikacji wysokości polisy na kolejny okres (np. miesiąc).

Wachlarz rozwiązań

Koncept UBI ma różne wymiary nie tylko w zakresie typów ubezpieczeń, ale także wykorzystywanych technologii – co zresztą często jest nierozłącznie ze sobą związane. Towarzystwa ubezpieczeniowe w zależności od swoich koncepcji, rozwiązania UBI opierają o kilka podstawowych typów:

  • Urządzenie typu PLug&Play: jest to proste w użytkowaniu urządzenie, dostarczane przez ubezpieczyciela, a instalowane przez kierowcę (w gnieździe diagnostycznym OBD II). Najbardziej rozpowszechnione w USA i systemach typu PAYD/PAYG, a to dzięki stosunkowo niskim kosztom i odpowiednio zaawansowanym funkcjom (co czyni je również odpowiednim do wdrożenia na nowych rynkach, typu Polska). Urządzenie może być bezproblemowo przeniesione do innego auta, a zarazem zapewnia dobrej jakości bezpieczne dane o lokalizacji czy stylu jazdy. Może również oferować rozmaite wartości dodane. Należy jednak zaznaczyć, że kompatybilne jest tylko z nowymi modelami pojazdów, może zostać zhakowane i w okresie 1-2 staje się przestarzałe.
Urządzenie telematyczne bazujące na donglu OBDII oferowane przez NaviExpert
  • Black Box: bardziej zaawansowane urządzenie instalowane przez specjalistów, popularne w Europie, rejestrujące więcej danych i dzięku temu oferujące znacznie bardziej dogłębne analizy. Z reguły posiada własne sensory (np. akcelerometry), jak również zintegrowane jest z czujnikami pojazdu i dzięki temu zapisuje takie dane, jak prędkość, przeciążenia przy hamowaniu czy wchodzeniu w zakręty. Z tych właśnie powodów jest popularne w rozwiązaniach typu PHYD, czyli wysublimowanej stronie UBI. Czarne skrzynki służą także jako powiadomienia o kradzieży czy źródło informacji przy rekonstrukcji wypadków. Minusy tego rozwiązania są dwa: jest najdroższe i jest na stałe zainstalowane w jednym aucie.
Zestaw telematyczny typu black box produkowany przez firmę Albatross
  • Smartfon: czyli odpowiedni telefon wyposażony w zestaw czujników typu GPS, akcelerometr czy żyroskop, funkcjonujący samodzielnie lub podłączony (np. przez Bluetooth) z systemem pojazdu i wzajemnie się z nim komunikujący. Smartfony posiadają też rzecz jasna możliwość zdalnego przesyłania danych, odpowiednio dużą pamięć i są ogólnie rozpowszechnione. Żadne dodatkowe urządzenie nie musi być instalowane, a więc ubezpieczyciel i/lub klient unikają części kosztów. Mają jednak minusy: jakość i wiarygodność danych przez nie zbieranych nie należą do najwyższych, gdyż czujniki zawodzą i wymagają częstej kalibracji oraz dostosowania. To główny powód, dla którego smartfony nie przejęły (wbrew pierwotnym oczekiwaniom) większej części rynku.
  • Urządzenia preinstalowane fabrycznie (OEM): na początku 2014r. aż/tylko (niepotrzebne skreślić) 11 producentów samochodów dysponowało fabrycznie montowanymi urządzeniami telematycznymi, które podłączone do pojazdu oferują bogactwo informacji. Zalety takiego rozwiązania są oczywiste, ale znajda się i wady: dodatkowy koszt dla właściciela pojazdu (większość rozwiązań z tej grupy jest oparta o model subskrypcji), brak standaryzacji i wynikające z tego problemy z kompatybilnością z systemem ubezpieczyciela, czy wreszcie szybka dezaktualizacja technologii (nawet jeśli na etapie projektu pojazdu producent postawi na najnowszą technologię, w momencie pojawienia się auta na rynku może ona być już przestarzała).

UBI w Europie

Włochy

Zacznijmy od tego, że systemy usage-based insurance najwcześniej rozwinęły się tam, gdzie notowano najwięcej oszustw ubezpieczeniowych, kradzieży pojazdów i gdzie w efekcie tego koszty ubezpieczeń były wysokie. Nie zdziwi chyba nikogo, że kolebką telematyki w ubezpieczeniach zostały Włochy. Nawet jeśli nie najwcześniej pojawiło się tam UBI, to zdecydowanie trafiło na najbardziej podatny grunt i najprężniej się rozwinęło. Pierwsze systemy telematyczne oparte były o GPS i umożliwiały lokalizację skradzionych pojazdów. Później wprowadzono rozwiązania wyposażone w systemy czujników pomagające w rekonsktrukcji wypadków. Kolejnym ogniwem były projekty typowe dla UBI, pozwalające monitorować przebieg oraz sposób jazdy kierowców.

Na Półwyspie Apenińskim w 2014 r. były już 2 miliony pojazdów korzystających z jednego z ponad 30 programów UBI oferowanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe, co stanowiło niemal 5 proc. penetracji rynku. Specjaliści zaś twierdzą, że owe 5 proc. jest właśnie punktem przełomowym. Dlaczego? Kiedy ubezpieczyciel osiąga kilkuprocentową masę krytyczną generującą mniejsze ryzyko szkód i wypłat, zaczyna postrzegać innych jaką tę grupę o większym ryzyku, a co za tym idzie, zwiększa im stawki (lub nie obniża tak, jak owym 5 proc.). To z kolei w naturalny sposób przyciąga osoby dotąd nieprzekonane do zainstalowania urządzenia telematycznego i otrzymania związanych z tym benefitów. Jak dotąd nie możemy jeszcze mówić o wspomnianym przełomie, ale kto wie, czy nie przyniesie go rok 2017.

Wielka Brytania

Z ponad 500 tys. polisami UBI Wielka Brytania jest 2. w Europie i 3. na świecie krajem pod kątem rozpowszechniania telematyki w ubezpieczeniach. Kiedy kilka lat temu brytyjskie towarzystwa ubezpieczeniowe zaczęły eksperymentować z telematyką, szybko zorientowały się, że ich włoscy odpowiednicy mieli już technologię, know-how i wypracowany model biznesowy, który – jak się później okazało – udało się w miarę bezproblemowo przeszczepić na tamtejszy rynek. Na Wyspach dostępnych już jest ok. 40 różnych programów ubezpieczeń typu UBI, z czego dominująca część oparta jest o urządzenia typu black-box, ale zauwaźyć można również rosnącą popularność rozwiązań bazujących na smartfonach i odpowiednich aplikacjach. Co prawda penetracja UBI na rynku brytyjskim oscyluje dopiero gdzieś w okolicach 1-2 proc., ale specjaliści twierdzą, że jeśli ta forma ubezpieczeń samochodowych się przyjmie, zostanie znacznie powszechniej zaakceptowana niż we Włoszech.

Inne kraje europejskie

Jeśli chodzi o Stary Kontynent, to byłoby niemal wszystko. Dodać można jeszcze tylko, że UBI jest już obecne także w Hiszpanii i Portugali, choć nie tak mocno rzecz jasna, jak w wyżej wspomnianych krajach. W pozostałych państwach regionu, ubezpieczenia oparte na telematyce dopiero raczkują. Wszystko jednak wskazuje, że wkrótce UBI dynamicznie wkroczy na scenę od Aten po po Sztokholm, od Bukaresztu po Paryż – mimo, że w wielu krajach nie ma aż takich problemów z oszustwami ubezpieczeniowymi i polisy są tańsze, a więc nie ma aż takich impulsów, aby wdrażać rozwiązania telematyczne.

Dlaczego zatem prognozy dla ekspansji UBI w Europie są tak dobre? Po pierwsze, wynika to z europejskiego ustawodawstwa. Choć poszczególne kraje posiadają własne regulacje w zakresie ubezpieczeń samochodowych, to jednak Bruksela stopniowo narzuca wszystkim członkom UE wytyczne służące ujednoliceniu polityk cenowych czy mechanizmów wyceny polis. W 2011 r. Europejski Trybunał Sprawieliwości zasądził, że płeć, dotąd częsty element wyceny polisy, nie może stanowić o mniejszej lub większej stawce. Podobne regulacje spodziewane są odnośnie wieku, a nawet kodów pocztowych. To z kolei zmusi ubezpieczycieli do wdrożenia rozwiązań opartych o zachowanie kierowców, czyli UBI. Po drugie zaś, panaeuropejska inicjatywa eCall wymagać będzie m.in., aby każdy nowy model samochodu osobowego był wyposażony w urządzenie telematyczne alarmujące odpowiednie służby w razie wypadku. Takie rozwiązanie mogłoby naturalnie służyć także jako narzędzie UBI.

UBI w Stanach Zjednoczonych

To jednak nie kraje europejskie, lecz USA wiodą obecnie prym w ubezpieczeniach wykorzystujących telematykę. Szacuje się, że liczba polis UBI sprzedanych za Oceanem zbliża się do 3 milionów, a dynamika wzrostu jest znacznie większa niż na Starym Kontynencie. Według badań autorstwa Towers Watson, jeszcze w lutym 2013r. 4,5 proc. kierowców posiadało w ostatnim czasie polisę UBI. W lipcu 2014 r. odsetek ten wzrósł niemal dwukrotnie, do 8,5 proc. Dynamika ta prawdopodobnie jeszcze się zwiększy, gdyż o ile w 2013 r. 38 proc. samochodów wyprodukowanych w USA było wyposażonych w fabryczne urządzenie telematyczne, o tyle szacuje się, że w 2018 r. odstek ten wzrośnie do 80 proc.

Stany Zjednoczone znane są z otwarcia na nowe rozwiązania i chętnego eksperymentowania. Nie inaczej jest w tym przypadku. Zarówno towarzystwa ubezpieczeniowe, producenci samochodów, jak i wytwórcy urządzeń telematycznych, szybko zareagowali na nowe możliwości i stworzyli własn rozwiązania i programy UBI. Progressive ze swoim programem Snapshot, bazującym na bezprzewodowym urządzeniu wpiętym w port OBD II i dostępnym już niemal we wszystkich stanach, Alistate z podobnym, ale nieco bardziej zaawansowanym Drivewise, State Farm z programem The Drive Safe & Save czy Hartford z TrueLane, to obecnie główne motory napędowe rynku UBI nie tylko po drugiej stronie Atlantyku, ale i na świecie.

WIN – WIN – WIN

Skąd takie zainteresowanie towarzystw ubezpieczeniowych UBI? Czemu wszystkie badania i prognozy mówią o dynamicznym rozwoju ubezpieczeń tego typu w najbliższych latach? Odpowiedź jest prosta: ZYSKUJĄ NA TYM WSZYSCY: ubezpieczyciele, konsumenci, społeczeństwo.

Co zyskują ubezpieczyciele?

  • Znacznie więcej danych o swoich klientach.
  • Lepsze, bardziej precyzyjne oszacowanie ryzyka i dostosowana do niego polityka cenowa (m.in. dzięki rejestrowanym danym z urządzeń telematycznych).
  • Możliwość dopasowania polisy do indywidualnego kierowcy, a nie – zawsze w pewnym stopniu błędnej – grupy statystycznej.
  • Większa kontrola nad ryzykiem poprzez uzależnienie polis od zachowania i stylu jazdy kierowców.
  • Redukcja oszustw ubezpieczeniowych i kradzieży pojazdów (oraz większe możliwości szybkiego odnalezienia tych drugich).
  • Szybsze procesowanie wypadków i sporów.
  • Możliwość zdobycia nowych klientów i retencji obecnych poprzez zaoferowanie mniejszych stawek oraz dodatkowych usług (patrz niżej).
  • Kształtowanie pożądanych zachowań kierowców poprzez powiązanie ich z wysokością opłat. Zarówno promocja krótszych dystansów (PAYD), jak i bezpiecznej jazdy (PHYD), a także wykorzystanie grywalizacji sprzyjają redukcji kolizji, a więc i kosztów.
  • Wyróżnienie się na rynku i przyciągnięcie nowych klientów.

Co zyskują konsumenci?

  • Mniejsze koszty ubezpieczenia (średnio o 20-50 proc.). Według badań Brookings Institute, 63,5 proc. amerykańskich gospodarstw domowych zaoszczędziłoby średnio 500 dolarów rocznie (28 proc. ceny ubezpieczenia) poprzez korzystanie z z polis typu PAYD/PAYG.
  • Dodatkowe usługi i benefity, m.in.: porady dotyczące stylu jazdy, alerty w przypadku zdarzeń na drodze lub złych warunków pogodowych, monitoring oraz lokalizacja skradzionych pojazdów, natychmiastowa pomoc w przypadku kolizji.
  • Możliwość kontrolowania kosztów ubezpieczenia (np. PAYD).
  • Motywację do oszczędniejszego i bezpieczniejszego stylu życia.
  • Możliwość monitoringu i kontrolowania młodych kierowców.

Co zyskuje społeczeństwo?

  • Mniej aut na drogach w wyniku redukcji kilometrażu w ramach polis PAYD, a co za tym idzie: mniejsze korki, mniejsze koszty utrzymania infrastruktury, redukcję zużycia paliw i emisji spalin, większe bezpieczeństwo (mniej aut = mniejsze ryzyko wypadków).
  • W wyniku zachęt związanych z promocją bezpiecznej jazdy (polisy PHYD) – mniej wypadków i bezpieczniejsze drogi.
  • Większy odestek ubezpieczonych kierowców (w wyniku tańszych polis oraz możliwości kontroli ich wysokości).

Kto pierwszy, ten lepszy

Jak wskazują choćby doświadczenia amerykańskie, ubezpieczyciele, którzy wdrożyli rozwiązania telematyczne jako jedni z pierwszych, zyskują ogromną przewagę konkurencyjną. Mogą nie tylko zwiększyć udział w rynku poprzez zaoferowanie tańszych, lepiej dopasowanych do użytkownika polis oraz usług dodatkowych, ale także zyskać sobie lojalność klientów. Rozwiązanie, które kierowca wybierze jako pierwsze, będzie w większości przypadków jego stałym wyborem. Poza tym, im wcześniej wdrożony zostanie system UBI, tym prędzej i tym większą liczbą danych będą ubezpieczyciele dysponować, co pozwoli lepiej kształtować politykę cenową. Tym firmom natomiast, które wejdą na rynek później, będzie znacznie trudniej rywalizować o mniejszą część tortu – zostanie im do podziału grupa docelowa o większym ryzyku i/lub niechętna tego typu rozwiązaniom.

Podobnie sytuacja wygląda rzecz jasna nie tylko w przypadku towarzystw ubezpieczeniowych, ale także wszystkich innych podmiotów zainteresowanych UBI, a jest ich sporo. Od koncernów samochodowych, przez producentów rozwiązań telematycznych i całego ekosystemu z tym związanego (software, mapy cyfrowe, aplikacje mobilne itd.), operatorów telefonii komórkowej już dziś aktywnych na polu telematyki, po fundacje, instutycje czy urzędy szukające sposobów do uporania się z korkami i zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Te ostatnie z powodu oczywistych korzyści społecznych, te pierwsze z powodu równie oczywistych korzyści biznesowych.

Rynek będzie rósł w szybkim tempie. W USA czy Wiekiej Brytanii już powstają liczne partnerstwa – czy to producentów pojazdów czy rozwiązań telematycznych z towarzystwami ubezpieczeniowymi. Takich mariaży, gdzie łączą się wspólne interesy, można wyobrazić sobie całe mnóstwo. Warto dodać także, że choć o UBI mówi się głównie w kontekście użytkowników indywidualnych, ważnym graczem i łakomym kąskiem mogą okazać się tutaj większe i mniejsze floty pojazdów – często już wyposażone w jakiejś klasy urządzenie telematyczne.

Potencjał jak widać jest ogromny. Badanie ABI Research prognozuje globalny wzrost polis UBI w tempie aż 81 proc. – z 5,5 miliona w 2013 r. do 107 milionów w 2018 r. Warto zatem postawić na tak faworyzowanego konia i włączyć się do rywalizacji o konsumenta. Także w Polsce – to właśnie teraz, kiedy nasz rynek UBI dopiero się kształtuje. Za 2-3 lata może już być za późno, by skutecznie rywalizować z pionierami w tej dziedzinie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ