O UBI w Polsce mówi się coraz więcej. Niemal każdy ubezpieczyciel prowadzi projekty w tym zakresie, bądź rozgląda się za nimi. Poza samą telematyką, ważnym elementem są mapy, a Google Maps to nie zawsze najlepszy wybór.

W przypadku ofert ubezpieczeń komunikacyjnych opartych o telematykę, dość istotą rolę odgrywa zachowanie kierowcy za kierownicą. Innymi słowy – styl jazdy. Natomiast do jego analizy kluczowe jest zestawienie danych płynących z urządzeń telematycznych z innymi informacjami, jak na przykład warunki pogodowe, sytuacje na drodze w konkretnym momencie, a także dopuszczalna prędkość. Czyli tym, co w przypadku usług monitoringu gps, oferowanego flotom samochodowym, nie ma aż takiego znaczenia. Dużo na ten temat opowiadał podczas pierwszej edycji Warsztatów Usage-Based Insurance, Jakub Świetlik z SAS Institute.

Na tym ostatnim parametrze wyłożyło się już kilku pomysłodawców różnego rodzaju aplikacji. Wystarczy przypomnieć jak duże problemy mieli kilka lat temu twórcy aplikacji forDrivers, która niestety zniknęła z polskiego rynku. Jak się bowiem okazuje, precyzyjne, a przede wszystkim aktualne dane dotyczące prędkości na polskich drogach, to wyzwanie również dla dostawców map. I mimo, że wielu z nich twierdzi, iż posiada informacje o dopuszczalnych prędkościach, to jednak nie zawiera  ich na przykład na osiedlowych uliczkach, bądź na odcinkach chwilowo zmienianych – przez roboty drogowe – bo to już wyższa szkoła jazdy.

Szczególnie popularne wśród polskich developerów Google Maps, w tym wypadku nie zda egzaminu.

A kto zda? Z czego zatem korzystać? Można zerkać w kierunku Open Street Maps, chociaż pełnego pokrycia tutaj też nie ma. Z płatnych rozwiązań, warto odpytać łódzką Emapę (z jej map korzysta polski NaviExpert, stawiający coraz śmielsze kroki w UBI), ale także TomTom`a czy Here – posiadających lokalne biura w Polsce.

Robi się rynek na telematykę konsumencką

Usage-Based Insurance to początek wysypu różnego rodzaju rozwiązań opartych o telematykę, dedykowanych dla rynku masowego. Dotąd tego typu rozwiązania były domeną segmentu flot samochodowych i mimo dostępnych rozwiązań dla Kowalskiego – szału jednak nie było. Przekonał się o tym chociażby IzzyDrive, który mimo, że oferował bardzo fajny produkt już kilka lat temu, nadal nie jest popularny wśród kierowców.

Faktem jednak jest, iż coraz więcej software house`ów zaczyna realizować projekty oparte o telematykę. Jak stwierdził w rozmowie z Connected Life Magazine jeden z developerów, integracja aplikacji z telematyką, to wcale nie jest żaden rocket science. A jeśli zrobiło się już kilkadziesiąt czy nawet kilkaset projektów dla banków, stacji benzynowych, operatorów telekomunikacyjnych czy jeszcze innych dużych klientów, to naturalnym krokiem jest zwrot w kierunku rynku ubezpieczeniowego i motoryzacyjnego, zwłaszcza, że towarzystwa same zaczynają aktywnie szukać ciekawych rozwiązań.

Szacujemy, że różnego rodzaju aplikacji opartych o telematykę będzie przybywać w znacznym tempie. Co więcej, powstają już pierwsze projekty firm motoryzacyjnych, które zaczynają otwierać swoje, zamknięte dotąd, platformy na developerów i zapraszać ich do współpracy. Niezmiennie jednak zawsze będzie potrzebna mapa. A im bardziej dokładna, tym lepsza. Niezależnie od tego, czy realizujemy projekty pod Usage-Based Insurance, czy nawet pod samochody autonomiczne, o których nie mówi się już w kategorii ciekawostek, lecz faktów. A jeśli biznes ma być uzależniony od danych mapowych, to warto wybrać naprawdę sprawdzonych dostawców. Jeśli macie z tym problem – chętnie pomożemy. Piszcie do nas: redakcja@connectedlifemagazine.pl

Więcej o roli map w projektach Usage-Based Insurance opowiemy podczas II edycji Warsztatów Usage-Based Insurance już 28 listopada 2017.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ