Więcej pojazdów, miast, operatorów i klientów. Rynek usług carsharingu rośnie na świecie. Ale jeszcze nie w Polsce.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla statystycznego pasażera korzystającego na co dzień z komunikacji miejskiej carsharing, czyli usługa wynajmu samochodów, może być co najwyżej fanaberią. I przywilejem dla zamożnych. Nic bardziej błędnego! Dla przedstawicieli magistratu stanowi zaś kuszący program, który w niezbyt odległej przyszłości ma duże szanse okazać się jednym z najlepszych sposobów na rozwiązanie wielu problemów trapiących współczesne aglomeracje: korki, trudności z odnalezieniem miejsc parkingowych, a także pogorszenie jakości powietrza na skutek zwiększonej emisji spalin. Lek na całe zło? Prawie.

Rodzi się zasadnicze pytanie: w jaki sposób carsharing może ułatwić życie w coraz bardziej zatłoczonych miastach? Wedle zasady kija i marchewki – nie wystarczy tylko ograniczać wjazd do centrów miast, by raz na zawsze postawić tamę rzeszy samochodów. Trzeba także zachęcić kierowców do rezygnowania z podróży własnymi autami. Nawet najlepsza komunikacja publiczna nie jest wystarczającym argumentem do podjęcia takiej decyzji. W codziennym życiu jest bowiem wiele sytuacji, gdy samochód nam się przyda. Nie tylko po to, by przewieźć większe zakupy ze spożywczego, telewizor z supermarketu czy dziecko do przedszkola. A zamiast męczyć się w tramwaju czy autobusie albo zamawiać taksówkę, można skorzystać z carsharingu, czyli wypożyczyć samochód, który stoi zaparkowany tuż obok. O ile rzeczywiście jest dostępny.

Według badań i prognoz Berg Insight, coraz łatwiej będzie o samochody w ramach carsharingu na całym świecie. Obecnie istnieje już ok. 300 organizacji, które działają w 1000 miast w 30 krajach Europy, Ameryki Północnej oraz w regionie Azji i Pacyfiku. Analitycy traktują jako organizację nie tylko tradycyjne wypożyczalnie (sektor rent a car), ale także producentów samochodów, podmioty non-profit, publiczne przedsiębiorstwa (np. spółki komunalne) i innych operatorów świadczących usługę carsharingu. Wśród nich są takie firmy jak Car2go (własność Daimlera, czyli producenta samochodów marki Mercedes), DriveNow (kooperacja BMW i Sixt), Zipcar (należy do grupy AVIS), Times Car Plus (operator Time 24 w Japonii), Socar w Korei, GoGet w Australii i Communauto w Kanadzie.

Specjaliści z Berg Insight zwracają uwagę na wyraźny wzrost zainteresowania nową formą wypożyczania. Pod koniec zeszłego roku odnotowano aż 6,5 mln subskrybentów. 12 miesięcy wcześniej z usługi korzystało 4,8 mln użytkowników na całym świecie. Kierowcy mają obecnie do dyspozycji flotę ok. 123 tys. pojazdów (pod koniec 2014 r. było ich ok. 100 tys.). Wśród nich aż 20 tys. jest udostępnianych w ramach bezpłatnej usługi oferowanej w 12 krajach i 43 miastach Europy oraz Ameryki Północnej dla ponad 2 mln użytkowników. I będzie ich coraz więcej.

Prognozy są optymistyczne. Do 2020 r. liczba użytkowników może wzrosnąć do 26 mln na całym świecie, a flota powiększy się do niemal pół miliona samochodów. I trudno w to wątpić zważywszy na inicjatywy takie jak projekt MOMO Carsharing realizowany przez Komisję Europejską, by spopularyzować nową formę korzystania z pojazdów i zmienić zwyczaje związane z mobilnością w nowoczesnych miastach na Starym Kontynencie. Niewykluczone, że także w Polsce.

„W zakresie carsharingu jesteśmy dziewiczym rynkiem, co oznacza wyzwania związane z popularyzacją rozwiązania i zbudowaniem świadomości wśród klientów. Gdy w końcu trafi ono do Polski, będzie dotyczyć jedynie dużych aglomeracji miejskich. Mimo to ma ogromne szanse wpłynąć na obecny rynek rent a car” – mówi Paweł Reczyński, pełnomocnik zarządu Carsson Car Rental.

Udostępnianie samochodów na krótki okres może także odmienić rynek przewozów osobowych. Carsharing staje się bowiem konkurencją m.in. dla korporacji taksówkowych. Czy jest przez nie odbierany jako zagrożenie? Czy zmieni przyzwyczajenia klientów, którzy zamiast dzwonić po taxi, uruchomią aplikację i poszukają najbliższego dostępnego samochodu? Zdaniem Agaty Wieczorek, Dyrektor Strategicznego w korporacji Wawa Taxi, trudno o jednoznaczne opinie.

„Z pewnością będziemy się uważnie przyglądać pojawieniu się carsharingu w naszym kraju. Na razie nie da się realnie ocenić jak odmieni on rynek przewozów taksówkowych. Jesteśmy jednak przekonani, że nowa forma wynajmu aut nie będzie miała większego wpływu na świadczone przez nas usługi. Co ciekawe, taksówkę można potraktować jako usługę carsharingu z kierowcą. Klient ma bowiem zapewniony komfort podróży nowym, sprawdzonym pojazdem z profesjonalnym, zawodowym kierowcą i to niezależnie od warunków pogodowych czy pory dnia” – wyjaśnia Agata Wieczorek.

Zwraca uwagę, że taksówka jest dostępna zawsze, czego nie można powiedzieć o autach w ramach carsharingu. Podróżując w korkach taxi może się poruszać po bus pasach, co znacząco skraca czas podróży. „Nie wiemy czy w przypadku aut wynajmowanych na godziny ich kierowcy także będą mieli możliwość podróżowania wyznaczonymi pasami, a także prawo wjazdu do miejsc takich jak miejska starówka. Nie zapominajmy także o osobach, które nie mają prawa jazdy, a na co dzień korzystają z naszych usług. Z oczywistych względów nie wynajmą auta, by podjechać w określone miejsce” – dodaje Wieczorek.

Pożyjemy, zobaczymy. Według zapowiedzi sprzed kilku miesięcy, jeszcze w tym roku carsharing ma szansę ruszyć w Warszawie. Początkowo do dyspozycji użytkowników byłoby 500 samochodów niskoemisyjnych, fabrycznie nowych. Za funkcjonowanie systemu miałby odpowiadać Zarząd Transportu Miejskiego. A co z pozostałymi polskimi aglomeracjami? Na razie nie wiadomo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ