Nowe funkcjonalności programu Google Translate mogą przynieść przełom w komunikacji międzynarodowej. Nie chcielibyście dogadać się z królem Albanii po albańsku nie znając nawet słowa w tym języku? Teraz może okazać się to możliwe.

W trakcie testowania różnego rodzaju aplikacji często zachodzimy w głowę, czy to twórcy filmów i książek science-fiction tak świetnie przewidywali przyszłość, czy też projektanci nowych technologii po prostu garściami czerpią z fantazji autorów i zamieniają te pomysły w rzeczywistość. Google w zeszłym tygodniu przedstawiło światu najnowsze funkcjonalności jednego ze swoich flagowych produktów – Google Translate lub jeśli skorzystać z jego możliwości – Google Tłumacza.

Do narzędzia i jego właściwości zdążyli przyzwyczaić się wszyscy, zarówno uczniowie i studenci przygotowujący prace zaliczeniowe na zajęcia językowe, jak i pracownicy firm, korzystający z zagranicznych dokumentów. Znają je także użytkownicy przeglądarki Chrome odwiedzający niepolskie strony internetowe. Pomimo słynnych już błędów w tłumaczeniach, braku odmian i skomplikowanej składni (niekiedy przerastającej nawet samego mistrza Yodę), tłumacz ułatwia zrozumienie treści zapisanych w obcym języku.

Więc chodź, przeczytaj mój znak…

Wśród nowych możliwości tą najgłośniej komunikowaną jest wykorzystywanie przez aplikację Google Translate kamery wbudowanej w smartfon czy tablet, na którym jest użytkowana. Za jej pomocą jest w stanie tłumaczyć widziane przez siebie napisy. Tłumacz Google obsługuje w tym trybie (tłumaczenia z i do angielskiego) już 26 języków. W efekcie przyda się nie tylko tym, którzy mają problemy z angielskim, ale także osobom, które go znają. Nie rozumiejąc ani słowa po bułgarsku czy filipińsku, można przetłumaczyć napis na język Szekspira, a wtedy łatwiej dojść do tego, co może on oznaczać.

Jak to działa w praktyce? Postanowiliśmy sprawdzić umiejętności aplikacji w tłumaczeniu z języka filipińskiego na angielski. Informacje o świeżych marchewkach – „Sariwang Karot” została bez problemu przełożona na „Fresh Carrots”. Konieczne jest jednak pobranie odpowiedniego pakietu tłumaczeniowego. Jeden dedykowany jest dla translacji z filipińskiego na angielski, a drugi dla przetwarzania tekstu z angielskiego na filipiński. Każda paczka waży około 4 Mb, więc nie jest to duże obciążenie zarówno dla transferu, jak i pamięci urządzenia, na którym zainstalowano program. Jednak zalecamy zaopatrzenie się w oprogramowanie przed opuszczeniem kraju – koszty w roamingu potrafią być wysokie.

Komplikacje pojawiły się natomiast w momencie tłumaczenia tekstu pochodzącego z ostatniego numeru Connected Life Magazine. W tytule artykułu „Janie bilet do kina proszę” imię zostało przetłumaczone, jako „I do not” („ja nie”), podczas gdy reszta zdania zachowuje sens. Takie niewielkie z pozoru błędy mogą prowadzić do nieporozumień. Przetłumaczenie afiszu propagującego zakaz palenia w miejscach publicznych „I do not smoke on the streets” jako „Janie palę na ulicy” może albo zmylić, albo – w najlepszym przypadku – wywołać uśmiech na twarzach. W trakcie użytkowania na pewno znajdziecie więcej tego typu „kwiatków”. O nich chętnie poczytamy w komentarzach pod tym testem.

Translator wykorzystujący aparat fotograficzny jak na razie równie słabo radzi sobie z tłumaczeniem wielu napisów znajdujących się na tej samej powierzchni. Urządzenie mocno zwalnia i ma problemy ze skupieniem się na danej frazie. Stara się wykonać przekład dla wszystkich widzianych tekstów, co w konsekwencji kończy się fiaskiem. Wniosek jest jeden – jeśli chcecie dowiedzieć się, gdzie jest wyjście lub co sprzedawca ma w koszyku, Google Translate Wam pomoże. Jeśli jednak wpadniecie na pomysł sprawdzenia z jego pomocą regulaminu zwiedzania rezerwatu czy muzeum, to szanse są marne.

Twój prywatny tłumacz

Ważniejszą i ciekawszą z naszego punktu widzenia jest inna funkcjonalność, którą zyskał Google Translate w swojej najnowszej wersji. Fani Star Treka widząc możliwości aplikacji, na pewno będą mieli nieodparte wrażenie podpowiadające – „gdzieś już to widziałem”. Tryb Konwersacji, pozwala wykorzystać smartfon jak „uniwersalnego tłumacza” znanego z przygód kapitana Kirka oraz Spocka i porozmawiać z osobą nieznającą języka. Wystarczy wybrać odpowiednią parę (np. polski – hiszpański) i odpowiednią ikonkę.

Aplikacja, wykorzystując mikrofon wbudowany w smartfon, zacznie zbierać dźwięki z otoczenia i przetwarzać mowę na tekst. W przypadku konwersacji w określonych dwóch językach, nie istnieje potrzeba konfiguracji ustawień dla każdorazowej zmiany osoby mówiącej. W przypadku, kiedy translator ustawiony jest na tłumaczenie z języka polskiego na angielski, a rozmówca zacznie używać języka mieszkańców Wysp Brytyjskich, aplikacja automatycznie zmieni ustawienia i odczyta w języku polskim wypowiedzianą frazę, od razu ją tłumacząc. Opcja ta może okazać się niezwykle przydatna w trakcie prowadzenia rozmów zarówno, kiedy są to przyjacielskie konwersacje, jak i wtedy, gdy zasiadacie do rozmów biznesowych. Google Translate przy głośnej i wyraźnej mowie radzi sobie z tłumaczeniami bardzo dobrze, więc nie powinny zdarzać się błędy, które spowodują, że zamiast kupić akcje sprzedacie je.

Problemy zdarzają się dopiero wtedy, kiedy mikrofon jest oddalony od ust mówiącego lub mowa jest zbyt cicha albo za szybka. Wtedy program gubi się i zlepia ze sobą przypadkowe słowa zbliżone do tego, co zostało wypowiedziane. Wyartykułowane w szybkim tempie zdanie „poproszę kilogram koziego sera” translator wychwytuje jako „kilogram sera” – tłumacząc na angielski jako „kilo of cheese”.

Tłumaczenie nie jest dostępne dla wszystkich języków. Zawiedliśmy się, kiedy chcieliśmy przekonać się, co oznaczają wyśpiewywane przez Popka słowa „Szere mere hoczosz tesz tosz sztara sztasz”, a oprogramowanie wygasiło możliwość słuchania mowy dla języka albańskiego. Szkoda. Warto dodać, że translator nie zrobił tego ze względu na repertuar.

Z ciekawostek: Google Translate nie czyta słów obraźliwych… do momentu, kiedy nie zmienicie tej opcji w ustawieniach w zakładce rozpoznawanie mowy. Wtedy będzie działał dalej z pełną kwiecistością mowy tłumacząc wszystko tak jak zostało powiedziane.

Jak z translacją mowy radzi sobie Google Translate? Zaskakująco dobrze. Czytane przez aplikacje zdania zachowują intonację charakterystyczną np. dla pytań. Język jest zrozumiały, a słowa nie wydają się być zlepkiem oddzielnych liter. Angielskie teksty czytane są z odpowiednim akcentem, polskie nie brzmią jak próba czytania po polsku przez Anglika.

To, w jaki sposób prezentuje się już w tej chwili Tłumacz Google, dobrze wróży tej aplikacji w przyszłości. Może dzięki temu doczekamy czasów, kiedy nikt nie będzie musiał się uczyć języków obcych? Ale czy to rzeczywiście dobry pomysł?

Plusy:

+ intuicyjna prosta obsługa aplikacji

+ Google Translate dobrze radzi sobie z krótkimi napisami informacyjnymi, tłumacząc je niemal bezbłędnie

+ aplikacja dobrze rozpoznaje mowę i w miarę poprawnie tłumaczy ją na język wybrany w menu (nie byliśmy w stanie sprawdzić wszystkich możliwych języków)

+ lektor odczytujący przetłumaczone frazy robi to w poprawny sposób, nie ma on nic wspólnego ze zlepiającymi słowa z pojedynczych liter „czytaczami”

+ Tłumacz Google rozwija się coraz lepiej, w tej chwili jest świetną bazą do udoskonalenia narzędzia

Minusy:

– aplikacja nie radzi sobie z większą ilością tekstu (w przypadku tłumaczenia obrazów)

– program wymaga głośnej wyraźnej mowy

– brak tłumaczeń tekstów pomiędzy językami innymi niż wybranym a angielskim i odwrotnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ