Oto kolejny argument dla zwolenników bezprzewodowych rozwiązań. Smart domy i budynki podbija udoskonalona technologia radiowa, która powoli wypiera tradycyjne instalacje kablowe.

Według prognoz analityków GfK, Berg Insight czy Deloitte jesteśmy skazani na smart systemy w domach, mieszkaniach i innych obiektach. Prędzej czy później zaawansowana technologia ułatwiająca zdalne sterowanie wyposażeniem biur, apartamentów, rezydencji oraz kwater pojawi się niemal wszędzie. I to szybciej niż myślimy, szczególnie dzięki rozwojowi IoT i takich produktów podłączonych do internetu jak żarówki, zamki, kamery, lampki, drobny sprzęt AGD. I to mimo różnych barier, jakie są coraz bardziej widoczne.

By przekonać się, jak wygodne są nowe rozwiązania, wystarczy wymienić tradycyjne oświetlenie na żarówki LED podłączone do internetu. Oczywiście zdalna kontrola światła to dopiero początek modernizacji. Można również sterować pracą wielu innych urządzeń w domu: od sprzętu AGD począwszy, na oknach, klimatyzacji oraz ogrzewaniu skończywszy. Nietrudno przy tym o wrażenie, że przy obecnym rozwoju techniki możliwości smart mieszkań to w dużej mierze kwestia wyobraźni i pomysłowości integratora oraz inwestora, a nie ograniczeń technicznych.

Funkcjonalność to jednak nie wszystko. Coraz większego znaczenia nabiera także sposób, w jaki zaawansowana technologia zostanie zaadaptowana w pomieszczeniach. Z punktu widzenia nabywcy i instalatora, im mniej inwazyjny sposób instalacji, tym lepiej. Jeśli zastosowanie systemu sterowania nie wymaga kucia ścian, wiercenia otworów i ponownego malowania, to działania są tańsze i szybsze. Trudno zatem dziwić się, że rośnie zainteresowanie produktami, które komunikują się między sobą bezprzewodowo. Nie tylko wśród potencjalnych klientów (według raportu GfK ponad 90 proc. ankietowanych jest świadomych rozwiązań automatyki domowej) , ale także producentów.

Rynek przeżywa prawdziwą inwazję różnych pomysłowych urządzeń domowych komunikujących się poprzez WiFi czy Bluetooth. Niestety, większość z nich wymaga do sterowania osobnej aplikacji, która nie jest kompatybilna z produktami innych marek. A to jedna z barier, na jaką wskazują analitycy. Konsumenci szybko bowiem dostrzegli dyskomfort związany z obsługą domowego wyposażenia za pośrednictwem wielu aplikacji. A im większe rozczarowanie, tym bardziej rośnie zapotrzebowanie na jeden domowy ekosystem, w którym wszystkie podłączone urządzenia są pod kontrolą programu (pożądany przez 45 proc. badanych przez GfK). A to oznacza dużą szansę dla producentów o silnej pozycji na rynku systemów automatyki przewodowej (takich jak np. KNX), w ramach której integrowali produkty od różnych dostawców.

Choć prezes stowarzyszenia KNX, Franz Kammerl podczas warszawskiego spotkania członków mocno podkreślał, że promowany przez nich system nie będzie integrowany z rozwiązaniami IoT, to nietrudno o wrażenie, że traci zwolenników. Nawet marki od dawna utożsamiane z KNX, jak m.in. Gira, rozwijają ekosystemy bezprzewodowe (np. eNet), w których nie wykluczono kooperacji z urządzeniami z kategorii Internetu Rzeczy. Podobnie postępuje jeden z najbardziej renomowanych specjalistów na rynku: amerykański Crestron. Ich strategia jest jasna. Przy możliwie jak najmniejszych kosztach montażu, zapewnić inwestorom funkcjonalny system o dużych możliwościach rozbudowy. I co nie mniej istotne: wolny od wad z jakimi zmagają się użytkownicy obecnych zamkniętych platform, w których produkty komunikują się poprzez WiFi (łączność ograniczona poprzez bariery takie jak szkło, płytki ceramiczne, profile aluminiowe, ściany zbrojone betonem, aluminiowe elementy dekoracyjne).

Rosnąca podaż systemów bezprzewodowych od dużych i cenionych firm nie jest dziełem przypadku. Dostrzeżono bowiem potencjał rynku, w którym prócz inwestorów prywatnych pojawiają się także publiczni. W przetargach na modernizację obiektów użyteczności publicznej duże, renomowane firmy z branży automatyki mają większe szanse niż mali gracze debiutujący na rynku IoT. Za renomowanymi markami przemawia doświadczenie w integracji różnych rozwiązań. Z perspektywy inwestora oznacza to przede wszystkim większe szanse powodzenia na stworzenie niezawodnego systemu umożliwiającego kontrolę całej infrastruktury. I to bez konieczności uwzględniania w kosztach inwestycji także gruntownego remontu.

Obserwując zmiany zachodzące na rynku automatyki, łatwo o analogię do rozwoju technologii beaconów. Jednym z fundamentów sukcesu stała się bowiem wygoda instalacji i możliwość uniknięcia inwazyjnego montażu. Jeśli równie łatwo będzie można zbudować system do zdalnego zarządzania obiektem, co zamontować kilka beaconów, to sukces automatyki wydaje się niemal gwarantowany. I wówczas w badaniach takich jakie prowadzi GFK, odsetek osób wskazujących bariery w zastosowaniu smart rozwiązań będzie niższy niż obecnie (ponad 35 proc.).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ