Stacja pogodowa Archos przekazuje mnóstwo informacji. Ale czy daje pewność, że prognoza pogody będzie trafna? Sprawdziliśmy.

Będzie sroga zima? Jest dużo sposobów na sprawdzenie. Np. obserwowanie Indian, by dowiedzieć się, czy przez całe lato zbierali chrust. Bohaterowie serialu „Gra o tron” jak mantrę powtarzają „winter is coming”. Górale zazwyczaj uważnie obserwują niebo, a turyści zachodzące słońce, świetliste kręgi wokół księżyca, gwiazdy na niebie albo zachowanie zwierząt. Dziadkowie spoglądają na barometr. Rodzice zasiadają przed telewizorem, by obejrzeć wyznania pogodynki w kusej sukience. A współczesne pokolenia? Bez smartfona ani rusz. Nawet na głównym pulpicie możemy mieć odpowiednią prognozę on-line. Chyba, że chcemy podejść do zagadnienia bardziej profesjonalnie i zainwestujemy we własną stację pogodową. Taką jak Archos Weather Station. Gadżet za niemal 630 zł.

Archos wzbudza zaufanie już po wyjęciu z pudełka. W komplecie mamy bowiem aż trzy urządzenia: stację główną do postawienia w domu, moduł o wdzięcznej nazwie „outdoor” do przyczepienia na zewnątrz budynku oraz charakterystyczny sprzęt do wciśnięcia w ziemię tuż obok dowolnie wybranej roślinności. W ostateczności: obok kwiatka w doniczce. Każde z urządzeń jest na tyle nieduże, że można je zmieścić niemal wszędzie. Czujnik gleby wygląda jak spory lizak. Moduł „outdoor” wielkością przypomina typową sieciową ładowarkę do 4 akumulatorów AA. A największy z czujników kojarzy się z małym globusem stawianym przed laty niemal w każdym dziecięcym pokoju.

Teoretycznie stacja pogodowa jest gotowa do pracy po wyjęciu z pudełka. Pod warunkiem, że ją odpowiednio skonfigurujecie. A do tego trzeba łączności Wi-Fi i aplikacji. Do smartfona lub tabletu z kompatybilnym systemem operacyjnym. W praktyce oznacza to tyle, że potrzebujecie sprzętu z Android lub iOS. Jeśli używacie Windows Phone, Blackberry, Symbiana czy Bada, to zapomnijcie o stacji Archosa. Do niczego Wam się nie przyda. Podobnie będzie, jeśli nie używacie smartfona czy tabletu. Bez nich stacja jest właściwie bezużyteczna.

Gdy macie odpowiednie urządzenie, wystarczy pobrać aplikację ze sklepu Apple czy Google. W przypadku wersji Android jest to zaledwie 3,5 MB, więc nawet bez łączności z domowym W-iFi można bez trudu ściągnąć aplikację. Na testowym HTC One M8, jak i Sony Xperia Z, instalacja przebiegła bez żadnych problemów. A sama aplikacja uruchamiała się jak należy (co jak sygnalizowano w opiniach w Google Play -nie jest takie oczywiste).

Przygotowując się do pracy ze stacją pogodową warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden istotny problem: zasilania. Główny moduł zawiera własny zasilacz 230 V, więc komplet trzeba zainstalować w pobliżu gniazdka. Pozostałe korzystają z zasilania bateryjnego. A to oznacza, że przynajmniej w przypadku stacji pogodowej umieszczanej na zewnątrz domu trzeba się przygotować na regularną wymianę akumulatorów AA lub zwykłych baterii alkalicznych. Wystarczy bowiem kilkanaście mroźnych zimowych dni, by szybko wyczerpać energię.

Stacja pogodowa korzystająca z trzech modułów to imponujące źródło informacji. Sprawdzimy bowiem nie tylko aktualną prognozę pogody (przede wszystkim na podstawie danych z internetu), ale także kilka ciekawych parametrów: poziom wilgotności, ciśnienie, hałas, a nawet jakość powietrza. W warunkach biurowych szczególnie interesująca jest jakość powietrza. I jak pokazuje praktyka: aplikacja jest całkiem przekonująca dla współpracowników, gdyż po wskazaniu graficznych wyników (prosty wykres) nie trzeba ich przekonywać do potrzeby otwarcia okna, by przewietrzyć pomieszczenie. Niemniej należy przyznać, że niekiedy trudno jednoznacznie interpretować to co widzimy w aplikacji.

Jak traktować zmiany ciśnienia i poziomu wilgotności powietrza? Archos pod tym względem zostawia użytkowników samym sobie. W instrukcji zabrakło krótkiego przewodnika dla laików. Firma zapewne nieświadomie odsyła do wyszukiwarki i studiowania rozlicznych stron poświęconych tematyce meteo. Czyżby „wujaszkowie Google, Yahoo czy Bing” byli dobrzy na wszelkie bolączki?

Archos nie zapewnia też odpowiedniego wsparcia w zakresie banalnej instrukcji obsługi. Początkujący użytkownik czujnika gleby zacznie sobie zadawać istotne pytanie: na jakiej głębokości umieścić sensor? Czy zbyt płytkie osadzenie trzpienia nie będzie miało wpływu na zafałszowanie wyników badania wilgotności gleby? Podobnie jest w przypadku wyboru najlepszego miejsca instalacji czujnika zewnętrznego czy modułu do używania w mieszkaniu. Można jeszcze długo wymieniać.

Jedno nie ulega wątpliwości: jeśli w końcu znajdziemy odpowiedzi na trudne pytania, to Archos okaże się ciekawym źródłem informacji.  Osobną kwestią pozostaje, czy z pozyskanych danych zrobimy właściwy użytek. Z pewnością zwiększamy szanse na to, że kwiatki zostaną podlane, częściej wywietrzymy pomieszczenia oraz wreszcie nauczymy się, kiedy naprawdę rośnie ryzyko deszczu spoglądając na zmiany ciśnienia. A to już wartości godne uwagi, co sprawia, że stację Archos warto polecić.

A co do ceny? Jeśli wydaje Wam się za wysoka, to sprawdźcie ile kosztują osobno poszczególne moduły innych firm. I czy mogą być sterowane za pomocą aplikacji.

Zalety

+ Jakość wykonania

+ trzy osobne moduły, by zwiększyć zakres danych i użyteczność

+ łatwa w obsłudze aplikacja

+ komunikacja poprzez WiFi

+ instalacja zestawu łatwa także dla początkujących

+ stabilna praca (łączność przez WiFi a także działanie programu w smartfonie)

Wady

– lakoniczna instrukcja obsługi

– brak wsparcia w zakresie prawidłowej interpretacji uzyskanych danych

– zastrzeżenia, co do prawidłowości odczytu danych przez czujnik gleby

– brak języka polskiego w aplikacji

ZOSTAW ODPOWIEDŹ