Co powoduje, że tracono fortuny, spadały głowy najmożniejszych, rozpoczynały się wojny? A teraz napędza rynek nowych technologii? Odpowiedź jest jedna – seks! A w zasadzie seks i pieniądze, ale nie o złotówkach, dolarach i jenach będzie mowa, lecz o sztuce miłości.

Seks rozpala zmysły, pobudza wyobraźnię, a niekiedy przyjmuje formę, z której akceptacją duża część społeczeństwa ma problem. Kobiety na całym świecie oszalały jakiś czas temu na punkcie Christiana Greya, jego 50 twarzy i tego, w jaki sposób traktował swoją partnerkę. Uprzedmiotowienie i naturalne zwierzęce instynkty – czy ktoś przypuszczał, że tego właśnie chcą panie?! Jednak sam fenomen udowodnił, jak dużo znaczą potrzeby seksualne i ich zaspokojenie w życiu oraz to, że gadżety erotyczne potrafią skutecznie urozmaicać sypialniane zmagania.

Jak obecnie wygląda życie erotyczne mężczyzn i kobiet na całym świecie? Jaką drogę muszą pokonać, by zwieńczyć znajomość niezapomnianymi doświadczeniami? Czy odległość od stolika służącego jako miejsce spotkania do punktu erotycznych uniesień jest daleka? „W trakcie dzisiejszych randek wszystko jest o wiele prostsze. Nie ma się co oszukiwać, tu chodzi o zaciągnięcie kogoś do łóżka. Nikt już nie udaje, nikt nie myśli o porozumieniu duchowym, zniknęły wszelkie konwenanse. Nowoczesne technologie, internet oraz aplikacje randkowe pozwalają w szybki i prosty sposób znaleźć partnera na jeden wieczór” – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, jeden z największych polskich autorytetów w dziedzinie seksuologii. „Warto jednak pamiętać o populacji romantyków, którzy idą inną drogą. Spotkanie, więź uczuciowa, niezwykła waga pieszczot… Nie wszyscy jeszcze przestawili się na te nowe, szybie tory” – dodaje.

Randka nie w ciemno

Jak teraz poznaje się potencjalnych przyszłych partnerów? W bardzo prosty – dla niektórych – sposób. Ważną rolę w tym procesie odgrywa sieć. Internet i aplikacje randkowe to studnia bez dna, prawdziwa kopalnia ludzkich relacji, możliwości i źródeł kontaktu. „O tym, czy randka jest dobra czy zła, nie decyduje sposób poznania, ale interakcja wynikająca ze spotkania dwóch różnych osobowości. Aplikacje, serwisy randkowe mogą pomoc odnaleźć się dwóm osobom o podobnych oczekiwaniach seksualnych. Prawdopodobieństwo, że osoby np.: z nietypowymi potrzebami seksualnymi miałyby okazję trafić na siebie jest małe. Jeśli przyjmiemy, że w kryterium wyszukiwania wpiszą np. preferencje seksualne, to komunikat staje się jasny i czytelny, co może skracać drogę do odszukania właściwego partnera” – mówi dr Sylwia Jędrzejewska, seksuolog kliniczny z przychodni pigułka.com.

A skoro już o interakcjach nie bezpośrednich mowa, to… Kiedyś na topie były portale randkowe, ale dziś rządzą aplikacje, które prowadzą po nitce do kłębka, bez zbędnego kluczenia. Ich użytkownikom jest tym łatwiej, że na przestrzeni lat zmieniły się standardy, a wszechobecna nagość i seksualność ośmielają do transparentności. Nikt nie ukrywa, że w kontaktach na portalach społecznościowych i w aplikacjach nie zawsze chodzi o stworzenie wieloletnich więzi i trwałych związków. Dzisiaj wszystko odbywa się szybciej, wszyscy chcą być connected zaraz po tym jak zaczną działać. Wchodząc do czyjegoś domu od razu proszą o hasło do WiFi.

Mechanizm działania aplikacji randkowych, takich jak Tinder czy Happn, jest bardzo prosty. Na ekranie smartfona czy innego urządzenia mobilnego wyświetlają się zdjęcia profilowe potencjalnych partnerów/partnerek. Dobierani są oni pod kątem wieku i odległości od obecnej lokalizacji użytkownika. Do niego na początku należy tylko jedno: wcisnąć serduszko-like, jeśli osoba mu się spodobała albo X-nope, jeśli mu nie odpowiada. Gdy zdjęcie profilowe to za mało, wystarczy w nie kliknąć i obejrzeć pozostałe fotki z galerii, o ile ktoś je dodał lub powiązany profil na portalu społecznościowym np. Instagram. Potem rozpoczyna się oczekiwanie…

Czeka się, aż druga osoba również naciśnie serduszko. Jeśli to zrobi, można rozpocząć rozmowę. Tylko zaakceptowanie przez innego użytkownika pozwala na kontakt. Eliminuje to niechciane oferty, natrętnych osobników, uwalnia od niezręcznych sytuacji i wszystkich tych, którzy nie odpowiadają sobie pod kątem wyglądu. Nawet najwspanialsze charaktery, najwięksi erudyci i królowie barowych podrywów nic nie zdziałają, jeśli komuś nie spodoba się ich aparycja.

„Wygląd ma największe znaczenie w trakcie uprawiania taktyki szybkich numerków. W chwili doboru partnerów w celu jedynie odbycia stosunku to podstawowe kryterium. Jednak często zdarza się, że w trakcie spotkania, z wybranym pod kątem wizualnym partnerem, czar pryska i randka wcale nie kończy się seksem” – mówi seksuolog dr Andrzej Depko.

Kiedy jednak wszystko idzie po myśli użytkownika, to czy spotkanie skończy się przy stoliku z kawą czy pod nim zależy już tylko i wyłącznie od fantazji, umiejętności i przebiegu samej randki.

Łóżkowy sport

Skoro tak ważny stał się wygląd, wypada o siebie dbać. Liczne badania naukowe udowodniają jak ogromny związek ma kwestia ewentualnej nadwagi z popędem seksualnym i sprawnością w łóżku. Pokazuje to jak ważne dla wszystkich fanów erotycznych zmagań powinno być wpisywanie się w trend fit. Jeśli jednak ktoś nie lubi biegać czy pocić się na siłowni, niech postawi na… sex.

Jak wielu z was korzysta z opasek i urządzeń monitorujących w trakcie uprawiania sportu? Stworzono je, bo wszyscy chcą wiedzieć, jak osiągać formę w szybszy, lepszy i bardziej wydajny sposób. Wszędzie widzą kalorie, kilometry i procenty. Wszędzie, a czy w sypialni również?

Naukowcy z University of Quebec w Montrealu donoszą na łamach „PLOS ONE”, że seks jest lepszy od spaceru, oczywiście pod względem skuteczności w spalaniu kalorii. Okazuje się, że w czasie minuty seksu mężczyzna spala 4,2 kcal, zaś kobieta 3,1 kcal. Jak zakładają kanadyjscy uczeni, przeciętny stosunek trwa 24,7 minuty, a więc powoduje spalanie 104 kcal w przypadku mężczyzn i 69 kcal w przypadku kobiet.

Dla panów, którzy w chwili miłosnych uniesień chcieliby dowiedzieć się, jak bardzo ich aktywność wpływa na kondycję, sylwetkę i spalone kalorię, specjalną propozycję przygotowała firma Bondara. Urządzenie SexFit to pierścień nakładany na członka. Pozwoli on zamienić chlubę każdego mężczyzny w narzędzie podboju będące zaiste w pełni connected. Urządzenie może wibrować, przez co ma zwiększać zarówno doznania jego posiadacza, jak i partnerki.

Technologia, którą zastosowano w trakcie tworzenia SexFit przypomina nieco tę używaną w smartbandach. Wgląd we wszystkie informacje, które przekazuje pierścień, można uzyskać dzięki aplikacji na smartfony. Urządzenie monitoruje tempo, częstotliwość oraz liczbę wykonanych ruchów. Informuje o ilości spalonych kalorii i tworzy „listy treningowe”. Zakres wibracji można ustawiać tak, by najlepiej dopasowały się do rytmu obojga partnerów. Mają o tym informować diody umieszczone w górnej części pierścienia.

Użytkownik może przesyłać dane z „treningów” do smartfona i zapisywać wyniki uzyskane w danej sesji. Tak jak inne gadżety związane z monitorowaniem aktywnośc0, SexFit pozwala łóżkowym sportowcom dzielić się wynikami w mediach społecznościowych. Ta funkcja została przygotowana dla osób odważniejszych, dla których podboje seksualne to nie temat tabu, a raczej powód do dumy.

„Na przestrzeni dziejów wraz z rozwojem technologii rozwijały się również gadżety erotyczne. Nasze urządzenie to kolejny naturalny krok, odpowiedź na popularność osobistych urządzeń do monitorowania aktywności, z tym, że łączy się ono jeszcze ze sferą poprawiania życia seksualnego par” – twierdzi Louise Bagley z Bondary.

Nic z tego, czas się rozejść

A kiedy randka się nie uda? Wszyscy rozchodzą się w swoje strony. Potrzeby ani jednej ani drugiej strony nie zostały zaspokojone. Tutaj technologia nadal może być przydatna, a powiedzenie „wziąć sprawy w swoje ręce” nabiera nowego znaczenia. Przykład? Wankband, czyli swoisty powerbank generujący energię elektryczną w trakcie wykonywania… hmm… specyficznych ruchów. Na taki pomysł wpadł internetowy serwis PornHub z filmami dla dorosłych. Nic, tylko brać się do roboty.

Producent zachwala swoje rozwiązanie hasłami „The power is in your hand” oraz „Create dirty energy”. Nie chodzi bowiem o generowanie prądu w trakcie codziennych czynności, jak chodzenie, bieganie, wstawanie, siadanie. Ma być wytwarzany w okolicznościach szczególnych – w trakcie masturbacji. Ruch, który odpowiedzialny jest za ładowanie powerbanku, to według zaleceń producenta „poruszanie nadgarstka w górę i w dół, przy czym bark ma pozostawać w spoczynku”. Ale specjaliści z PornHuba nie dyskryminują żądnej z płci, polecając swoje urządzenie zarówno mężczyznom, jak i kobietom – podobno w grupie raźniej.

„Urządzenie, dzięki któremu kochając siebie, kochasz planetę”. Hasłami promującym Wankband’a, bo tak nazywa się urządzenie (tłumaczenie pozostawimy Wam) są slogany związane z ochroną środowiska, zmniejszaniem zużycia energii elektrycznej i oszczędzaniem na rachunkach za prąd. Przesłanie jest sprytne, bo poza oczywistymi względami ekonomicznymi i dobrem ekosystemów na całej planecie, twórcy opaski zachęcają do używania jej wtedy, kiedy użytkownik skupia się na sobie samym, zapominając o wszystkim innym. Przy okazji, jako wymówkę w razie przyłapania na doładowywaniu urządzenia, może stosować stwierdzenie – „kochanie/mamo/tato, przecież robię wszystko, żeby obniżyć nasze rachunki za prąd.”

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz zwraca jednak uwagę, że zjawisko, jakim jest rosnąca samowystarczalność mężczyzn zaczyna przybierać niepokojącą formę. Niektórzy wolą nawet masturbację niż realny sex z drugą osobą.

Jednak filmy, które stymulują w trakcie samotnych wieczorów, to również pole do popisu dla twórców inteligentnych gadżetów erotycznych. Ciekawym pomysłem może pochwalić się firma Svakom. Przygotowała ona wibrator z wbudowanym aparatem fotograficznym, który może łączyć się z komputerem lub urządzeniami mobilnymi za pomocą sieci WiFi. Ktoś zapyta: „Ale jak to? Mam w miejscu publicznym robić zdjęcia wibratorem?”. Nie o to tutaj chodzi. Warto dodać, że urządzenie ma wbudowaną diodę LED, która jest w stanie oświetlać to, co aparat „widzi” przed sobą. Czyli? Odpowiedź na to pytanie pozostawimy Wam, dodając, że najlepiej fotografuje on wnętrza.

Rozwiązaniem mniej skomplikowanym jest produkt o nazwie Siime. W przedniej części wibratora umieszczone została kamerka i dioda LED. Do wyboru jest 6 trybów wibracji, a urządzenie ma możliwość wykonywania zdjęć. Przechwycone obrazy i nagrane filmy można przenieść na komputer za pomocą dołączonego do zestawu kabla USB lub na smartfony i tablety dzięki specjalnej aplikacji.

Dla bardziej technologicznie zaawansowanych użytkowników Svakom ma jeszcze jedną propozycję – Siime Eye. Zdjęcia wykonane za jego pomocą mogą być przesyłane na komputer lub urządzenia mobilne z wykorzystaniem sieci WiFi, rozsyłanej przez samo urządzenie. Wibrator łączy się bezprzewodowo przy pomocy specjalnie zainstalowanego sterownika. Może w czasie rzeczywistym wyświetlać obraz z kamerki na dowolnym tablecie, telefonie, laptopie czy PC. Jednak nadal istnieje możliwość ciągłego nagrywania filmów w rozdzielczości HD i robienia zdjęć.

Czy erotyczne techno-zabawki zmienią branżę porno? „Wibrator z wbudowaną kamerą jest niewątpliwie ciekawym gadżetem, ale na pewno nie jest początkiem żadnej rewolucji. Oczywiście może z powodzeniem zostać wykorzystany w produkcjach porno (profesjonalnych i amatorskich), ale wyłącznie jako ciekawostka. Nagranie z wnętrza pochwy może być interesujące przez chwilę. Ma bardziej charakter ciekawostki. Nie zastąpi tradycyjnej kamery, bo widz chce oglądać szerszy plan. Kamera wbudowana w wibrator może dodać atrakcyjności, ale na pewno nie zastąpi tradycyjnych ujęć. Także raczej nie możemy mówić o rewolucji ,a jedynie o technologicznym urozmaiceniu sposobu filmowania i pokazywania seksu widzowi” – mówi Bauman z Xes.pl, polskiej bazy filmów pornograficznych. „Branża porno zawsze otwarta była na nowości technologiczne i szybko wprowadzała też nowe technologie. Jednak nigdy nie wyparły one całkowicie tradycyjnego modelu tworzenia filmów. Gadżet zawsze pozostanie tylko gadżetem. Może pojawiać się w filmach jako ciekawostka, ale nie zrewolucjonizuje tej branży, bo nie ma takiej potrzeby” – dodaje Bauman.

Przyszłość sexu. Jest się czego bać?

Entuzjazm związany z nowymi technologiami nie powinien jednak przysłaniać problemów związanych z seksualnością. „W tej chwili stajemy się uzależnieni od elektroniki. Wszyscy noszą przy sobie bez przerwy smartfony i tablety. Ludzie siedzą koło siebie na randce i korzystają z telefonów. Każdy używa swojej komórki, poświęcając czas urządzeniom, a nie drugiej osobie” – zwraca uwagę prof. Lew-Starowicz.

Rozwój technologii związanych z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością ma szansę przyczynić się do zaburzeń związanych z seksualnością, jaką znamy dzisiaj. Odpowiednie urządzenia i okulary zmieniające świat otaczający ich użytkownika mogą spowodować całkowitą rezygnację ze współżycia z drugą osobą i zastąpienie jej wygenerowanym w goglach obrazem bądź aktorką lub aktorem odgrywającymi rolę w filmie specjalnie przygotowanym właśnie w tym celu.

Kontakt cielesny może zostać całkowicie wyeliminowany przez doznania płynące z bodźców przesyłanych do mózgu przez odpowiednie impulsy. Doktor Stuart Meloy, anestezjolog z Północnej Karoliny, już w 1998 r. podłączył elektrodę do pleców pacjentki cierpiącej na chroniczne bóle nogi. Słabe impulsy elektryczne emitowane przez urządzenie miały zablokować przesyłane do mózgu sygnały bólu. Kiedy włączył zasilanie, pacjentka zaczęła jęczeć z rozkoszy. W kolejnych latach przeprowadził kilkanaście eksperymentów, których wyniki opublikował w 2006 r. na łamach pisma „Neuromodulation”. Reakcje kobiet się powtarzały – szczytowały nawet te, które wcześniej nie przeżywały orgazmu.

Dla niektórych przyszłość wiążąca się z przeżywaniem uniesień podobnych do tych, które mają miejsce w trakcie współżycia bez udziału drugiej osoby może wydawać się spełnieniem snów fanów erotyki i rozwoju technologicznego. Skutkami będą jednak zanik interakcji między ludźmi i zaburzenia seksualne oraz brak odczuwania przyjemności w trakcie obcowania z drugą osobą. Może to również przyczynić się do całkowitego zaniku kontaktów seksualnych między obiema płciami, starzenie się i wymieranie społeczeństwa.

„Każdy w sensie emocjonalnym potrzebuje bliskości. W trakcie kontaktu fizycznego ciało wytwarza endorfiny, które wzmagają uczucie błogości. Nie można zapominać o tym, jak ważna jest druga osoba. Ludzie zapominają o pieszczotach, które mogą dawać uczucie przyjemności. Przestają dostrzegać wartość dotyku i tego,  jak istotne jest to nie tylko w trakcie współżycia, ale w ciągu całego dnia” – mówi seksuolog dr Zbigniew Izdebski.

Wraz z rozwojem nowych technologii zapewne rozwijać będą się również doznania płynące z kontaktów seksualnych. I aż boimy zapytać się o skutki zhakowania systemu.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ