W związku z odmową udostępnienia informacji dotyczących wiadomości i konta jednego z handlarzy narkotyków, brazylijski sąd zadecydował o zablokowaniu dostępu do komunikatora WhatsApp na terenie całego kraju na 48 godzin. To kolejny przykład jak cennym i jednocześnie kontrowersyjnym źródłem informacji dla władz państwowych są media społecznościowe.   

W 2014 r. WhatsApp – komunikator internetowy – został wykupiony przez Facebook’a za 19 mld dol. Jak się okazuje, jest to nie byle jaki kąsek. Niedawno zespół odpowiedzialny za to narzędzie chwalił się, że dziennie wysyła się za pośrednictwem programu miliard wiadomości. Aplikacja podlega tym samym prawom dotyczącym udostępniania danych użytkowników, co inne media Facebooka. Dostawca usługi ma prawo pozytywnie lub negatywnie (zgodnie z przepisami kraju oraz swoim regulaminem) rozpatrywać prośby dotyczące przesyłania newralgicznych wiadomości o użytkownikach sądom i instytucjom państwowym.

Ostatnio informowaliśmy Was o tym, że Facebook 169 razy ujawnił dane na wniosek polskich władz. W przypadku Brazylii odsetek pozytywnie rozpatrzonych spraw dotyczących przesyłania wiadomości w okresie styczeń – czerwiec 2015 wyniósł 39,94 proc. spośród 1265 nakazów dotyczących 1954 profili. Jak się okazuje, brazylijska władza sądownicza uważa, że ta współpraca odbywa się zbyt opornie i postanowiła ukarać „krnąbrnego” Zuckerberga. Zadecydowano o 48-godzinnym odcięciu obywateli kraju od dostępu do WhatsApp.

Czy to taki duży problem?

Czy rzeczywiście jest to tak dotkliwa kara zarówno dla władz Facebooka, jak i dla samych Canarihnos? Okazuje się, że tak. Według informacji SimilarWeb, firmy zajmującej się zbieraniem informacji o sieci, WhatsApp jest zainstalowany w 92,5 proc. urządzeń z systemem Android w Brazylii. Czyni go to najczęściej pobieraną aplikacją w kraju. Korzysta z niej ok. 100 mln mieszkańców.

W związku z doniesieniami o braku możliwości używania programu, ogromnie zyskał bezpośredni konkurent WhatsApp, Telegram. Na swoim Twitterze właściciele  poinformowali o milionie pobrań tylko w ciągu jednego dnia, gdy okazało się, że Brazylijczycy zostali odcięci od najpopularniejszej aplikacji.

Skąd taka decyzja?

Sędzia z São Bernardo do Campo, przemysłowej dzielnicy Sao Paulo, nakazał wstrzymanie usług WhatsApp od północy w środę (3:00 czwartek czasu polskiego). Decyzja taka została nałożona na firmę z siedzibą w Kalifornii ze względu niepodporządkowanie się dwóm orzeczeniom nakazujących wymianę informacji w sprawie karnej.

Według doniesień medialnych proces, wokół którego rozgorzał szum, dotyczy handlarza narkotyków powiązanego z jednym z najgroźniejszych gangów Sao Paulo, PCC lub First Command of the Capital. Rzekomo wykorzystywał on WhatsApp do komunikacji z innymi przestępcami i ustalał w wiadomościach nielegalne działania. Dlatego sąd chce uzyskać dostęp do jego korespondencji.

„Biorąc pod uwagę prawo konstytucyjne, nierozsądnym jest fakt, że miliony użytkowników są karane w związku z brakiem współpracy z władzami ze strony firmy dostarczającej usługę” – stwierdził w uzasadnieniu wyroku sędzia Xavier de Souza.

Do dziś, Brazylia była naszym sprzymierzeńcem w tworzeniu otwartego internetu – stwierdził Mark Zuckerberg. Jestem zdumiony, że nasze wysiłki w celu ochrony danych użytkowników powodują tak skrajną decyzję jednego sędziego, który chce ukarać każdą osobę w Brazylii korzystającą z WhatsApp – dodał.

Incydent podkreślił rosnące napięcia dotyczące obaw związanych z prywatnością i dostępem do informacji gromadzonych przez firmy technologiczne. Wiadomości przesyłane za pomocą komunikatorów takich jak WhatsApp mogą dotyczyć wielu działań przestępczych.

Incydent podkreślił rosnące napięcia dotyczące obaw związanych z prywatnością i dostępem do informacji gromadzonych przez firmy technologiczne. Wiadomości przesyłane za pomocą komunikatorów takich jak WhatsApp mogą dotyczyć wielu działań przestępczych.

To, że państwa sięgają po informacje do samego Facebooka nie powinno dziwić. W szczególności, że pomimo iż internet zakłada (teoretycznie) globalną wolność, to jednak jego funkcjonalność jest ograniczona do zasad prawa charakterystycznego dla danego kraju. Oczywiście zawsze zachodzi pytanie, czy wspomniane zapytania organów państwowych są realizowane w dobrej czy też złej wierze. Nie jest to jednak problem samych mediów społecznościowych, tylko odwieczny dylemat politologiczny związany z wiarygodnością i zaufaniem organów państwowych w oczach obywateli – dodaje.

Jak donosi agencja Reuters, ta niemająca precedensu i podjęta pod wpływem silnego lobby operatorów sieci decyzja została anulowana przez sąd wyższej instancji. Zatem opinia jednego sędziego nie wpłynie na życie 100 mln obywateli kraju.

Pomimo wolności, którą daje sieć, nie jest to miejsce całkowicie pozbawione kontroli. Nie kierujemy tej podpowiedzi do przestępców, ale lepiej uważajcie, co piszecie i zamieszczacie w internecie, nawet w prywatnych wiadomościach.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKoniec z nudą na korpo-spotkaniach
Następny artykułMoje jest mojsze: pomysł na smart dom
Żądny wiedzy. Chce być connected w każdym tego słowa znaczeniu i niezależnie od konsekwencji. Fan literatury fantasy, historii i motoryzacji. W życiu kieruje się nie tylko nawigacją.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ