Miasto to transportowy chaos, który za wszelką cenę próbujemy uporządkować. Jednak czy nowe technologie i inteligentne rozwiązania komunikacyjne są w stanie rozwiązać problem dotyczący milionów?

Transport od zawsze był bolączką człowieka. Przez stulecia starano się go modernizować i wprowadzać na wyższy poziom. Pierwszym krokiem w tą stronę było wynalezienie koła przez Egipcjan prawie 5000 lat p.n.e. Od tego czasu na łamach historii mogliśmy podziwiać, jak ludzkość zmaga się z problemem podróży ciągnących się wręcz w nieskończoność. Konie, karety, rowery, pociągi, pierwsze samochody, samoloty… Przez lata szukano idealnych środków transportu. Jednak w tym szale technologicznym zapominano o dość ważnej rzeczy – infrastrukturze. Najlepszym tego przykładem jest Ameryka, która wchodząc w XX wiek nie miała ani jednego kilometra betonowej drogi. Był to wstyd dla gospodarczej potęgi. Dopiero w 1956 roku prezydent Eisenhower podpisał federalny dekret, który nakazywał zbudowanie 41 tysięcy mil autostrad. Od tego czasu problem dróg zaczął się rozwiązywać w Ameryce, a w Europie osiągał coraz lepszy poziom. Ludzie ciesząc się z betonowych autostrad oraz boomu technologicznego zbierali pieniądze aby kupić coraz lepsze i szybsze samochody. Wraz z upływem lat pojawił się inny problem, czyli zatłoczenie dużych miast, które bez odpowiedniego zarządzania po prostu stanęły w gigantycznych korkach. Na szczęście XXI wiek przyniósł nam pomocne rozwiązania.

Parę tygodni temu świętowaliśmy 15 lecie Internetu. Ten dość krótki okres wprowadził ludzi w zupełnie nowy wirtualny świat. Dzisiaj nikt nie wyobraża sobie życia bez permanentnego dostępu do sieci. Co więcej firmy, korporacje i inne ważne instytucje nie są w stanie bez niego funkcjonować. Dotyczy to również dużych miast, które przez lata znacząco ewoluowały. Teraz bez odpowiedniego zarządzania energią, komunikacją miejską czy choćby ruchem ulicznym ta kolebka szczęścia i możliwości, byłaby jednym wielkim węzłem gordyjskim, gdzie jedyna opcja transportu to po prostu pójście piechotą.

Na szczęcie nie jest tak źle. Z pomocą przychodzą nowoczesne rozwiązania technologiczne i komunikacyjne, które pozwoliły stworzyć system inteligentnego zarządzania ruchem drogowym. Był to pierwszy krok, który spowodował, że analiza natężenia ruchu zaczęła mieć wpływ na ustawienie sygnalizacji świetlnej. Dzięki temu w godzinach szczytu wiele ulic stało się bardziej przejezdnych. Jednak takie działania nie były wystarczające. Dlatego postanowiono pójść o krok dalej. Rozwiązaniem okazało się ciągłe zarządzanie ruchem, które dzięki bieżącej analizie jego natężenia dostosowuje sygnalizację świetlną do zatłoczenia na konkretnych ulicach.

Jest to jednak tylko jedna z gałęzi wielkiego drzewa nazywanego „inteligentnym zarządzaniem”. Innym przykładem jest komunikacja miejska, którą próbuje się udoskonalać. Aby było to możliwe w miastach wprowadzane są osobne pasy dedykowane autobusom oraz taksówkom, budowane są kolejne linie metra, i wprowadza się monitoring pojazdów komunikacji miejskiej oraz tablice informacyjne dla pasażerów, za ile ich środek transportu przyjedzie. Oczywiście w wielu przypadkach są to przybliżone dane, ale pracuje się nad tym, aby idąc przykładem japońskim – maksymalne opóźnienie nie przekraczało 5-10 sekund.

Smart City to pojęcie zdecydowanie szersze niż tylko komunikacja miejska czy zarządzanie przepływem ruchu. W to wpisuje się również ekologia. Coraz wyższe temperatury oraz zwiększająca się liczba pojazdów z silnikami konwencjonalnymi sprawia, że w miastach zaczął pojawiać się smog. Dlatego władze znacząco ograniczają ruch w centrach miast i wprowadzają alternatywne środki komunikacji. Należy do niech choćby car-sharing. Proces wynajmu jest taki sam jak w przypadku sieci miejskich rowerów. Wystarczy za pomocą aplikacji zlokalizować pojazd, mieć środki na dedykowanym koncie i wypożyczyć. W zależności od miasta opłaty za tego typu wynajem mogą być realizowane w postaci abonamentu albo liczone od minuty lub kilometra.

Jest jeszcze jedna dziedzina życia o której nie mówi się zbyt głośno, a z pewnością zalicza się do pojęcia Smart City. Mowa o firmach rozwożących przesyłki. Ich udział w życiu miasta jest nad wyraz istotny. Dlatego wiele firm, aby wpisywać się w przyjęte przez władze hasło bycia Smart, dopasowują swoją flotę pojazdów. W wielu europejskich miastach transport został zelektryfikowany (małe dostawczaki), bądź zhybrydyzowany (pojazdy ciężkie). W pierwszym przypadku zarządca flotą w prosty sposób, za pośrednictwem smartfona jest w stanie sprawdzić, jaki poziom naładowania akumulatorów jest w danym pojeździe i przydzielić zadania w zależności od dystansu koniecznego do pokonania. Kolejną pozytywną sprawą jest ograniczanie emisji substancji szkodliwych oraz płacenie mniejszych podatków (w niektórych krajach) i możliwość parkowania bez konieczności wnoszenia opłat. W przypadku transportu ciężkiego hybrydyzacja pozwoliła na zwiększenie zasięgu, a co najważniejsze z punktu widzenia miasta, ograniczenia hałasu.

Jednak aby móc cieszyć się z „zielonego” miasta musi ono dobrze zarządzane pod względem dostaw energetycznych. Jakiś czas temu rozpoczęły się silne akcje promocyjne dotyczące aut elektrycznych. Tą inicjatywę popierały również rządy, które wprowadzały dofinansowania do zakupu pojazdów. Lecz, aby potencjalna liczba pojazdów na prąd mogła być ładowana, potrzebne są znaczące ilości energii. Analizując zapotrzebowanie dużych aglomeracji szybko może się okazać, że jest jej po prostu za mało. W związku z tym pracuje się nad tym, by po naładowaniu akumulatorów pojazdów, to one stanowiły generatory wytwarzające prąd i oddające go później do sieci – dzięki temu właściciel auta jeszcze mógłby na tym zarabiać. Jest to koncepcja, która pozwoli na stworzenie systemu dualnego, a przy okazji ograniczenie kosztów związanych z ładowaniem samochodów.

Nowe technologie oraz rozwiązania komunikacyjne mają na celu przede wszystkim usystematyzować transport oraz jeszcze bardziej poprawić jakość życia w miastach. Pojęcie Smart City, które pojawiło się jakiś czas temu, zaczyna nabierać na sile i wdzierać się w DNA każdego dużego miasta oraz jego mieszkańców. Czy w końcu po smartfonowym szale i eko zakręceniu, nie przyszedł czas na bycie Smart?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ