Nie ma się czego bać!

Odzierają nas z prywatności, wpędzają w samotność, zabierają pracę? Wokół technologii narosło wiele mitów, które wytrwale się bronią nawet przed odkryciami naukowców. Najwyższa pora zmierzyć się z tymi szkodliwymi kłamstwami, półprawdami i zmyśleniami.

Nowe technologie to łatwy chłopiec do bicia. Można je oskarżać o wszelkie zło tego świata. Zaawansowane analizy biznesowe kojarzą się krytykom cyfrowego świata jedynie z permanentną inwigilacją. O mediach społecznościowych i sztucznej inteligencji mówią wyłącznie w kontekście spłycania związków międzyludzkich. A w grach on-line widzą tylko skuteczne narzędzie do demoralizowania nieletnich i robienia im wody z mózgu. Ponadto są przekonani, że nowinki IT już niedługo zabiorą ludziom pracę.

Czy te pretensje i obawy wyssane są z palca? Nie zawsze. Trzeba jednak widzieć także drugą stronę medalu. Innowacje, które ułatwiają, umilają i ratują nam życie. Swoje cudowne możliwości zawdzięczają temu, że potrafią połączyć wszystko ze wszystkim – informacje, programy komputerowe, urządzenia, maszyny, roboty, ludzi, a nawet komórki nerwowe w naszych mózgach. Koncepcja connected urzeczywistnia się na milion sposobów. Gotowi na wkroczenie do inteligentnego świata?

Analityka biznesowa – łączenie danych

Wielki Brat! Koniec anonimowości! Totalna inwigilacja! – grzmią tytuły artykułów pokazujących mroczną stronę technologii Big Data, służącej do analizowania elektronicznych śladów, które zostawiamy codziennie, załatwiając różne sprawy – w bankach, urzędach, hipermarketach lub dzwoniąc na infolinię. Dzięki temu Amazon.com, wyposażony w rozwiązania collaborative filltering (filtrowanie kolaboracyjne), poleca nam książki zbliżone tematycznie do tych, których szukaliśmy. A Google dostosowuje wyniki wyszukiwania do naszych wcześniejszych zapytań.

Możemy widzieć w tym formę konsumenckiej indoktrynacji połączonej z zamachem na prywatność. Ale możemy też docenić to, że firmy pomagają klientom oszczędzić czas i ułatwiają wybór produktów i usług, które najlepiej oddają ich gusta, oczekiwania i potrzeby. Co więcej: nie jest wcale tak, że wielkie koncerny, jak Google, Facebook, operatorzy telekomunikacyjni i banki, mogą sobie do woli używać naszych danych, a nawet – jak sugerują niektórzy – sprzedawać je dalej. Przedsiębiorstwa te są dość mocno ograniczone przepisami prawa. Choć trzeba przyznać, że regulacje często jeszcze nie nadążają za technologiami i ofertą rynkową. To, oczywiście, może prowadzić do nadużyć. Jak jednak mawiali starożytni, złe używanie nie jest argumentem przeciwko używaniu.

Gry online – łączenie neuronów

Gunner Z, Deadman’s Cross, WWE Immortals – takie tytuły młode samce ściągają bez umiaru na swoje smartfony. Po co się nudzić w metrze, na szkolnej przerwie czy podczas reklam w kinie, jeśli można zająć umysł i kciuki porządną wirtualną rąbanką? Tylko jak wychowane na tak płytkiej rozrywce dzieciaki mają być normalne? Bez obaw! Mimo rosnącej popularności gier online poziom przemocy w relacjach społecznych systematycznie maleje – uspokaja Steven Pinker, amerykański badacz umysłu z Uniwersytetu Harvarda.

Każdy chyba jednak się zgodzi, że gry, zastępujące często odrabianie lekcji i wkuwanie słówek z angielskiego, przerabiają mózgi małolatów na sieczkę… Także to nie jest prawdą. Wiele gier poprawia uwagę wzrokową, postrzeganie przestrzenne czy podejmowanie decyzji pod presją czasu. Korzystanie z padów, joysticków i innych kontrolerów może stymulować nowe połączenia nerwowe, co naukowcy utożsamiają z większą inteligencją i świadomością. Pisze o tym m.in. prof. Daniel Goleman (ten od inteligencji emocjonalnej) w swojej najnowszej książce „Focus. Sztuka koncentracji jako ukryte dążenie do doskonałości”.

Ale czy umiejętności zdobyte (lub rozwinięte) przed ekranem mogą się przydać w tzw. realu? Za odpowiedź niech posłużą słowa brytyjskiego księcia Harry’ego, który dwa lata temu tak opisał swoją frontową służbę w Afganistanie w roli strzelca pokładowego i ko-pilota helikoptera bojowego Appache: „To dla mnie radość, ponieważ jestem jednym z tych ludzi, którzy kochają grać na Playstation i Xbox, więc lubię myśleć, że ze swoimi wyrobionymi kciukami jestem najprawdopodobniej użyteczny”.

Autonomiczne samochody – łączenie kierownicy z GPS-em

Nie są już tylko eksperymentami prowadzonymi na zamkniętych torach testowych. Można je zobaczyć na amerykańskich ulicach. A w 2020 r. część seryjnie produkowanych pojazdów nie będzie potrzebować kierowcy. Muszą tylko zostać wyposażone w zaawansowane systemy sterowania, złożone z komputera, GPS-u, kamer, lidarów i serwomechanizmów (układy sterowania). Dzięki autonomicznym samochodom zyskamy 50 minut dziennie, a liczba wypadków spadnie nawet o 90 proc., co pozwoli zaoszczędzić 200 mld dolarów rocznie, które pochłonęłoby leczenie poszkodowanych – wynika z raportu McKinsey’a.

Pionierem tego segmentu motoryzacji jest Google. W ostatnich miesiącach jednak pracami nad samojeżdżącymi autami chwalą się inni producenci – Audi, Lexus, Mercedes, Volvo, Tesla. Ten ostatni producent udostępnił niedawno aktualizację dla posiadaczy nowszych wersji modelu S, która czyni ten wóz częściowo autonomicznym.

Sztuczna inteligencja – łączenie człowieka z maszyną

Robotyka zawiodła nadzieje, jakie w związku z nią żywili ludzie w latach 50. XX wieku – uważa prof. Hans Moravec z Robotics Institute of Carnegie Mellon Univetrsity. „Wierzono wtedy, że za 10 lub za 20 lat roboty będą myły podłogi, kosiły trawę i wyeliminują z naszego życia wszystkie mozolne zajęcia”. Faktycznie, nawet jeśli są już dostępne na rynku urządzenia, które wyręczają nas w różnych pracach domowych, to byłoby wielkim nadużyciem twierdzić, że są w powszechnym użytku.

Inżynierowie skoncentrowali się na zupełnie innego typu maszynie – takiej, którą moglibyśmy uznać za godnego siebie partnera do towarzystwa, zabawy i konwersacji. Urządzenie ma tak idealnie naśladować ludzi, żebyśmy zapominali, z kim rozmawiamy – człowiekiem czy androidem. Do tego ideału zbliża się żeński robot społeczny Toshiby o imieniu ChihiraAico. Jego producenci zaznaczają, że to tylko pokazowy pierwowzór, który do 2020 r. ma się zamienić w rynkowy produkt.

Sztuczna inteligencja już teraz zmienia wiele branż – nie tylko obsługę klienta i edukację, ale także opiekę nad pacjentami w szpitalach i osobami starszymi. Lepszy kontakt z maszyną, która umie rozpoznawać i reagować na nasze emocje, niż brak jakichkolwiek interakcji. Mając to na uwadze, z większą rozwagą będziemy się wypowiadali o rzekomo bezdusznych maszynach, które wpędzają nas w poczucie osamotnienia i pustki.

Technologie noszone – łączenie pacjenta z lekarzem

Organizm każdego z nas jest inny, dlatego coraz więcej się mówi o personalizacji opieki zdrowotnej. Ułatwiają ją technologie ubieralne, zwane z angielska wearables. Inteligentne zegarki, opaski na ręce, czujniki wszyte w odzież i bieliznę kontrolują na bieżąco takie parametry ludzkiego ciała jak temperatura, ciśnienie czy rytm serca. Oferują nam to, co magazyn „Wired” określił jako quantified self (QS): samopoznanie poprzez liczby. Ale na tym możliwości mikrogadżetów się nie kończą – w razie jakichkolwiek nieprawidłowości mogą wezwać karetkę pogotowia, określając dokładnie rodzaj naszej niedyspozycji i położenie.

I pomyśleć, że jeszcze niedawno takie rzeczy działy się tylko w filmach science-fiction. Przykład? W jednym z odcinków „Star Treka” kapitan Kirk i Spock spieszą na ratunek doktorowi McCoy’owi, którego porwali i poddali torturom kosmici. Na postawienie diagnozy śmiałkom wystarcza kilka sekund, bo lekarz nosi przy sobie tricoder – minikomputer przesyłający informacje o stanie zdrowia użytkownika.

Gdyby 10-15 lat temu ktoś powiedział, że wkrótce będziemy wyposażeni w podobne komunikatory, pewnie popukalibyśmy się w czoło. Dziś znajdują powszechne zastosowanie także poza medycyną. Pełnią funkcję osobistych trenerów, układając dietę, mierząc kroki, podsumowując efekty i postępy w zabieganiu o formę. Co równie istotne: rozwiązaniami ubieralnymi w coraz większym stopniu interesuje się biznes. Dlaczego? Po pierwsze, pozwalają uprawnionym specjalistom i menedżerom odblokowywać ściśle tajne dokumenty służbowe. Po drugie, usprawniają zarządzanie dostępem pracowników do poszczególnych części budynku, kompleksu lub kampusu, eliminując konieczność korzystania z ochrony lub tworzenia punktów kontrolnych. Nic dziwnego, że 51 proc. firm uważa inwestycje w wearables za przedsięwzięcia o średnim lub wysokim priorytecie.

Automatyzacja – łączenie pracownika z robotem

„Innowacja nie zabiera pracy. Ona ją tylko zmienia” – zapewnia Gary Shapiro, organizator międzynarodowych targów technologicznych CES w Las Vegas. Inaczej sprawę widzą badacze z Oksfordu, Carl Benedikt Frey i Michael A. Osborne. Według ich szacunków, prawie połowę (47 proc.) pracowników transportu, produkcji, sprzedaży i usług mogą w przyszłości wyręczyć urządzenia. Tym razem prawda leży pośrodku: nie obawiajmy się, że technologie wyślą nas na bezrobocie lub przedwczesną emeryturę. Jest tylko jeden warunek: musimy wykazywać się elastycznością, co jest równoznaczne z gotowością do zmiany branży, zawodu, specjalności. I przyjęciem do wiadomości, że naszym najbliższym współpracownikiem – jeśli nie szefem – może kiedyś zostać maszyna.

Wyręczony przez elektronikę kierowca będzie chciał zabić czas podróży rozrywką. Zapewnią ją samochodowe media, które dopiero trzeba będzie stworzyć, dzięki czemu powstanie nowy sektor IT. Automatyzacja zmniejszy też liczebność załóg statków handlowych. Armatorzy zacierają ręce, co nie dziwi, skoro np. w przypadku największych jednostek koszty zatrudnienia (płace, wyżywienie, konieczność zapewnienia kajut) to 44 proc. wszystkich kosztów operacyjnych. Przez kontenerowce-roboty posady stracą nawet kapitanowie, lecz jeśli się przekwalifikują na kontrolerów ruchu morskiego i pilotów, brak zatrudnienia im nie grozi.

Shapiro radzi, by zamiast protestować, przystosować do nowych warunków, bo postępu i tak nie da się zatrzymać. Postęp technologiczny da początek specjalnościom, o których nawet pisarzom science-fiction się nie śniło. W zautomatyzowanym świecie sprawdzi się stara zasada Lejzorka Rojtszwańca: „Zwalniają? Znaczy, będą przyjmować”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *