Kupujesz buty w sklepie internetowym. Zamawiasz dostawę do domu. Wskazujesz miejsce do lądowania. Po maksymalnie 30 minutach na wyznaczony punkt majestatycznie opada dron. Zostawia paczkę i rusza w dalszą drogę. A Ty masz swoje zakupy w ręku. To już działa. Prawie.

Rewolucja w branży retail! Przełom na miarę wprowadzenia zakupów przez internet! Nagłówki tego typu pojawiły się w prasie w 2013 r., kiedy to Jeff Bezos, szef firmy Amazon, zapowiedział wykorzystanie dronów do dostarczania przesyłek. W planach było uruchomienie usługi w roku 2015. Bezzałogowce miały być stosowane do operacji komercyjnych, a konkretnie transportowania paczek o masie do 2,3 kg, które stanowią 86 proc. wszystkich zamówień.

Z punktu widzenia odbiorcy – rozwiązanie genialne. Towar dociera do niego w maksymalnie krótkim czasie, bo nie ma opóźnień związanych z korkami, a dron może poruszać się niemal w linii prostej, ignorując tradycyjne drogi.

Z punktu widzenia dostawcy – rozwiązanie genialne. Rośnie grono zachwyconych użytkowników, dział marketingu zaciera ręce, a koszty transportu można zminimalizować dzięki wyeliminowaniu czynnika ludzkiego (bezzałogowiec może być autonomiczny) i oszczędnościom wynikającym z ograniczenia zużycia paliwa przez tradycyjne środki transportu zastąpione częściowo maszynami latającymi.

Prime Air ma wielki potencjał do tego, by rozszerzyć zakres oferowanych przez nas usług, które już dziś świadczymy milionom klientów zapewniając błyskawiczne dostawy zamówionych paczek, a także zwiększyć bezpieczeństwo i wydajność systemu transportu. Wdrożenie Prime Air zajmie jeszcze trochę czasu, ale Amazon wprowadzi go, gdy tylko otrzyma wsparcie regulatorów, potrzebne do wdrożenia naszej wizji – czytamy w komunikacie prasowym.

Wsparcie regulatorów to nic innego, jak odpowiednie przepisy, które będą opisywały posługiwanie się statkami powietrznymi w celach komercyjnych. Wątpliwości z tym związanych jest bowiem sporo: od ryzyka kolizji z innymi obiektami latającymi, przez możliwe zderzenia z budynkami czy elementami infrastruktury energetycznej, po upadki bezzałogowców wynikające z ich awarii w powietrzu. W grę wchodzą ubezpieczenia, szkolenia dla personelu, homologacje pojazdów i ich obowiązkowe badania techniczne (na wzór znanych chociażby z Urzędu Dozoru Technicznego czy Stacji Kontroli Pojazdów).

Wiosną tego roku amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (Federal Aviation Administration – FAA) wydała Amazon Logistics certyfikat eksperymentalny dotyczący wykorzystania dronów. Pozwolił on firmie rozpocząć próby na terenie USA (wcześniej testy odbywały się m.in. w Kanadzie, a konkretnie w prowincji Kolumbia Brytyjska).

Efekt? System dostaw przyszłości od Amazonu, zaprojektowany by dostarczać zamówienia w 30 minut lub krócej za pomocą małych, bezzałogowych maszyn powietrznych. Scenariusz jest prosty. Klient składa zamówienie przez internet. Produkt jest pakowany i dostarczany na miejsce startu drona, w którego wnętrzu umieszczony zostaje niczym bomba w czeluściach Latającej Fortecy. Bezzałogowiec rusza w trasę, monitorując w jej trakcie otoczenie, by uniknąć kolizji. Porusza się na pułapie do 120 m, a jego prędkość i zasięg zależą od modelu (próbom poddawane są m.in. wersje poruszające się do 90 km/h i pokonujące ok. 24 km). Odbiorca wie, że pojazd się zbliża, bo informacje otrzymuje za pomocą powiadomień np. na smartfon czy tablet. Dron ląduje w miejscu wskazanym przez klienta, sprawdzając wcześniej, czy nie ma ku temu przeszkód w postaci chociażby roślinności lub przedmiotów pozostawionych na ziemi. Wykonuje lądowanie precyzyjne, dostarcza przesyłkę i odlatuje. Gotowe!

Bajka? Nie, co udowadnia film, w którym Jeremy Clarkson w swoim stylu wyjaśnia jak drony będą dostarczać przesyłki. Warto zwrócić uwagę, że nagranie nie jest symulacją, a wykonane zostało w realnych warunkach.

Jednym z wyzwań, jakie stoją przed twórcami projektów zakładających samobieżne poruszanie się dronów, jest możliwość upewnienia się, że urządzenie dotrze do celu. O ile sama trasa nie stanowi problemu, gdyż może się odbywać na odpowiednio wysokim pułapie, o tyle w kontekście dostarczenia przesyłki pod wskazany adres wchodzi w grę mnóstwo potencjalnych przeszkód, które trzeba będzie ominąć: wysokie budynki, drzewa, ogrodzenia itp. – zwraca uwagę Marcin Maroszek z firmy Emapa zajmującej się m.in. przygotowaniem cyfrowych map.

„Nawet planowany system komunikacji między bezzałogowcami (odpowiednik samolotowego) nie rozwiązuje problemu. Jednym z pomysłów jest wyposażenie dronów w systemy detekcji i omijania przeszkód. Innym może być zbudowanie mapy 3D, np. za pomocą skanningu laserowego. Niektórzy producenci map cyfrowych wyposażają swoje pojazdy MMS (Mobile Mapping Systems) nie tylko w kamery, ale właśnie także w skanery laserowe. Za pomocą tak zbieranego materiału można obecne płaskie mapy cyfrowe zamienić w trójwymiarowe, dzięki którym drony (i nie tylko) wiedziałyby gdzie i którędy się poruszać” – wyjaśnia Maroszek.

Wykorzystanie dronów w ramach dostaw przesyłek nie jest objęte patentem. Poza Amazonem urządzenia testuje szwajcarska poczta (w próbach bierze udział kilka dronów dostosowanych do transportu przedmiotów o masie do 1 kg, dostarczanych na odległość 5-7 km) oraz Alibaba, chiński gigant z branży e-commerce, który za pomocą bezzałogowców przesyła paczki z herbatą (oczywiście nie w formie napoju, a torebek ze składnikami do zaparzenia). Jest i polski ślad: sześciowirnikowiec PizzaPortal.pl w ramach zbierania doświadczeń przeniósł w specjalnie skonstruowanym pojemniku kanapki ważące łącznie 2 kg.

Nie wiadomo, kto wygra wyścig o wprowadzenie do oficjalnej oferty transportów z użyciem dronów. Ale kto pierwszy, ten lepszy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ