Jeśli ściągać to z głową. I ukrytą technologią. Czy smartfony, smartwache, opaski i inne gadżety wspomagają nowe pokolenie maturzystów? Sprawdziliśmy to.

Na temat „pokolenia Google” mówiło się głośno już w roku 2008, kiedy to University College London podjął się odpowiedzi na pytanie, jakimi cechami charakteryzują się młodzi ludzie. Raport “Information Behaviour of the Researcher of the Future” ukazywał problem osób urodzonych po roku 1993 jako tych, którzy w bardzo wysokim stopniu opanowali umiejętności związane z obsługą nowych technologii oraz wyszukiwaniem danych, a jednocześnie nie mają umiejętności przyswajania informacji.

Ciągły dostęp do wiedzy i możliwość sprawdzenia każdej wiadomości  przy pomocy odpowiednio zadanego pytania wyszukiwarce internetowej doprowadziły w „pokoleniu Google” do problemów z zapamiętywaniem faktów i pojęć. Kreowanie nauki szkolnej na zasadzie przygotowywania do określonych sprawdzianów – test szóstoklasisty, egzamin gimnazjalny i w końcu matura – buduje pewne schematy i powoduje problemy z rozszerzaniem horyzontów i zdobywaniem konkretnej wiedzy.

Stąd też tak ogromną popularnością cieszą się wszystkie możliwe sposoby związane ze ściąganiem. Surowe konsekwencje i zakaz korzystania z urządzeń elektronicznych na najważniejszych egzaminach nie odstraszają uczniów i studentów. Kombinowało się od wieków – jednak dzisiejsze ściąganie ma niewiele wspólnego z tym, co działo się kiedyś. Nadal liczą się spryt, pomysłowość i czujność.

Problem ze ściąganiem pojawia się w przypadku egzaminów państwowych. Sprytnie skonstruowane przepisy zakazują używania wszelkiego rodzaju elektroniki i innych pomocy dydaktycznych. W „Informatorze o egzaminie maturalnym od roku szkolnego 2014/2015” przygotowanym przez Centralną Komisję Egzaminacyjną widnieje jasne wskazanie: „Unieważnienie podczas egzaminu następuje, jeżeli zdający wniósł na salę egzaminacyjną jakiekolwiek urządzenie telekomunikacyjne lub korzysta z takiego urządzenia na sali egzaminacyjnej”. Definicja zawarta w polskim prawie telekomunikacyjnym określa z kolei telekomunikację, jako nadawanie, odbiór lub transmisję informacji, niezależnie od ich rodzaju, za pomocą przewodów, fal radiowych bądź optycznych lub innych środków wykorzystujących energię elektromagnetyczną. W konsekwencji oznacza to, że w trakcie egzaminów nie można mieć przy sobie nic poza przedmiotami wymienionymi przez CKE oraz zegarka posiadającego jedynie funkcję wskazywania godziny.

Smartfon – ideał do ściągania?

Kiedyś

Jeszcze kilka – kilkanaście lat temu niepodzielnie królowały klasyczne papierowe ściągawki pisane na niewielkich karteczkach. Długie łączone ze sobą w taśmy informacje, zawierały wszystkie niezbędne w trakcie testu wiadomości. Operowanie nimi wymagało nie lada zdolności. Dziewczyny oklejały sobie nimi uda pod sukienkami, uczniowie przedramiona pod rękawami swetrów.

Dziś

Nikt już nie ma czasu i ochoty na drukowanie. Klasyczne ściągi nie są z gumy, a wielkością czcionki aż tak wiele się nie nadrobi – w końcu coś trzeba jeszcze na nich dostrzec. Największy problem tkwi w tym, że nie mają Wi-Fi ani 3G i nie połączą się z internetem, który jest kopalnią wiedzy. Wszystkie te zalety posiada za to smartfon. Wyciszony, z wygaszonym ekranem, tak by nie emitował światła, w rękach doświadczonego ucznia staje się świetnym narzędziem do pozyskiwania informacji niezbędnych do napisania sprawdzianu na ocenę pozytywną. Najlepiej przydaje się w przypadku przedmiotów humanistycznych – odnalezienie informacji o Izabeli Łęckiej (nawiasem mówiąc, złą kobietą była), o dacie bitwy pod Trafalgarem czy dostęp do Google Translate lub słownika języka rosyjskiego, to żaden problem. Większe schody zaczynają się w przypadku przedmiotów ścisłych. „Niestety smartfon nie rozwiąże zadania matematycznego o określonej treści, jednak pomoże w przypadku równań i wzorów. W zasadzie na moim profilu nauczania, matematyczno-fizycznego nie mam zbyt wielu okazji do korzystania z inteligentnego telefonu, jako ściągawki” – twierdzi Paweł, uczeń klasy 3 IX Liceum Ogólnokształcącego im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie.

Niezbędne będą również odpowiednie aplikacje oraz szybkie skróty np. do niezawodnej Wikipedii. Warto również zaopatrzyć się w programy umożliwiające przeglądanie dokumentów tekstowych (pisaliśmy o nich w przypadku aplikacji używanych przez studentów). Wiadomości, czaty czy fora mogą ułatwić zadanie, a zwrócenie się z prośbą o pomoc w trakcie sprawdzianu uratować „życie” niejednemu. Smartfon, dzięki wbudowanemu aparatowi, może posłużyć jako skaner i przesłać sfotografowane treści zadania do osoby, która pomoże je rozwiązać. Pomocnym dla innych grup może również być wykonanie zdjęcia całego sprawdzianu, tak by np. klasa, która odbywa zajęcia z tym samym nauczycielem mogła skorzystać z zadań i nauczyć się rozwiązań.

„W przypadku moich studiów i niektórych egzaminów korzystanie ze smartfona jest surowo zakazane, nawet nie można ich wnosić na salę wykładową” – mówi Kuba, student weterynarii. „Kiedyś mieliśmy taką sytuacje, że jeden z moich kolegów się zapomniał i zaraz po wejściu na egzamin wyjął telefon i położył go na biurku. Swoją drogą nie mam pojęcia, czemu to zrobił. Wykładowca po tej akcji odwołał cały termin” – dodaje.

Przed każdym sprawdzianem proszę moich uczniów o oddanie telefonów i położenie ich w specjalnie przeznaczonym do tego celu pudełku. Na początku bardzo ich to dziwiło, dzisiaj już przywykli i sami robią to, wiedząc jakie panują u mnie zasady” – Mówi Maria Maciuszczak, nauczycielka historii w Liceum Ogólnokształcącym im. Piotra Skargi w Grójcu. „Wiem, że teraz młodzi korzystają również z inteligentnych zegarków, ale jeszcze nie udało mi się na tym przyłapać żadnego z moich uczniów. Jeśli jednak myślą, że nauczyciele nie widzą wszystkich prób lub też nie zdają sobie sprawy, które definicje są żywcem przepisywane z opracowań, są w grubym błędzie. My prawie zawsze wiemy” – dodaje.

Smartwatch – godzina nie jest istotna

Kiedyś

Zegarek z wbudowanym kalkulatorem był szczytem marzeń każdego ucznia. Możliwość włączania i wyłączania dźwięków była ogromną zaletą i pozwalała w trakcie korzystania z niego na klasówce nie zostać wykrytym przez nauczyciela.

Dziś

Jeśli na egzaminie/klasówce/kartkówce ściąganie ze smartfona wydaje się komuś niewygodne, problematyczne ze względu na chowanie go pod ławką, niech spróbuje zawalczyć o oceny ze smartwatchem. Nowe rozwiązania i zegarki wyposażone w karty SIM, pozwalają nie parować ich już (jak w przypadku starszych rozwiązań) z telefonem. Samodzielny dostęp do internetu, możliwość wysyłania SMS i odbierania rozmów głosowych na pewno przyda się na sprawdzianie. Istnieje szansa, że ktoś wykorzysta słuchawkę bluetooth by móc wykonać „telefon do przyjaciela”. Dzisiejsze inteligentne zegarki nie odbiegają funkcjami od telefonów, a w dodatku są dyskretne. „Smartwatch to świetne rozwiązanie do ściągania, łatwo go ukryć w rękawie, nie zwraca zbytnio uwagi. Dzięki temu znika problem chowania urządzenia po kieszeniach w trakcie ewentualnego „przypału” – w rozmowie z Connected Life Magazine twierdzi Tomek, uczeń klasy 3 z Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Pruszkowie. „Największym problemem jest to, że nauczyciele szybko się uczą i znają się na rzeczy. Są w stanie wyłapać, kiedy ktoś ściąga i prędzej czy później, zorientują się, że wykorzystujemy do tego smartwatche i każą nam je zdejmować” – dodaje tegoroczny maturzysta.

Jak jest w przypadku matury? „Trudno jest kontrolować każdego maturzystę i sprawdzać funkcje zegarka, który akurat ma na nadgarstku. Jest to niewykonalne zadanie z punktu widzenia komisji nadzorującej sprawdzian” – mówi w rozmowie z Connected Life Magazine Marcin Smolik dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. „Kroki są jednak podejmowane w przypadku wątpliwości, co do samodzielnej pracy danego ucznia. Jeśli ktoś z komisji będzie miał podejrzenia, że maturzysta ściąga, egzamin w przypadku tej konkretnej osoby jest unieważniany i ma ona szansę przystąpić do matury w późniejszym terminie” – dodaje Smolik.

Czy ktoś jeszcze nagrywa?

Kiedyś

W czasach, gdy na rynek wchodziły pierwsze walkmany z możliwością wyszukiwania ścieżek na kasecie, uczniowie oszaleli na punkcie możliwości ściągania „ze słuchawką w uchu”. Szalone lata 80. i 90. oraz moda na długie włosy również u mężczyzn spowodowała, ze ukrycie w uchu słuchawki, nawet tej przewodowej, nie było problemem.

Dziś

Czy ktoś jeszcze korzysta z możliwości odtwarzania nagranych wcześniej tekstów, przeczytanych rozdziałów książek? Okazuje się, że tak. Jedna z dzisiejszych maturzystek, która poprosiła o anonimowość, opowiedziała nam ciekawą historię. W trakcie sprawdzianów w jej liceum, uczniowie mogą słuchać muzyki wykorzystując do tego smartfony i słuchawki. Niektórzy z nich zamiast odtwarzać w tym czasie Katy Perry czy kojące rytmy najnowszego soundtracku z „50 Twarzy Greya”, puszczają wcześniej przygotowane pliki audio zawierające informacje z książek i zeszytów. „Ja tak nie robię, ale moi znajomi kilka razy wykonali taki manewr i im się udało” – mówi uczennica jednego z warszawskich liceów.

Arsenał małego szpiega

Pomimo trudności i złożoności niektórych działań związanych ze ściąganiem, uczniowie nadal chętnie wybierają tę drogę, zamiast usiąść i poświęcić czas na naukę. Gadżety szpiegowskie, kamery w guziku, słuchawki bezprzewodowe schowane w uchu. To elementy wyposażenia wymagające dużej wiedzy i koordynacji działań. Przesyłanie informacji drogą radiową czy też z wykorzystaniem innych technologii może być zbyt trudne dla standardowego żaka. Chociaż w przypadku filmu „Haker” z Bartoszem Obuchowiczem w roli głównej spisywały się świetnie, aż do czasu dekonspiracji. Niezbędny będzie jednak poza specem od nowych technologii również ekspert w zakresie danej tematyki, zagadnienia, przedmiotu czy materiału.

Jeden z moich uczniów, kilka lat po maturze, przyznał mi się, że w trakcie egzaminu dojrzałości korzystał z pomocy. Miał w uchu słuchawkę, za jej pośrednictwem dyktował pytania, które pojawiły się w teście i słyszał prawidłowe odpowiedzi, które potem notował. Nie zdradził mi jednak wszystkich szczegółów” – mówi Maria Maciuszczak z Liceum im. Piotra Skargi w Grójcu.

Uczniowie ściągali, ściągają i ściągać będą. Nie ma możliwości całkowitego zwalczenia tego procederu. To ciągła zabawa w kotka i myszkę – w rolę myśliwego wciela się nauczyciel, zwierzyną jest uczeń. Czy aby na pewno? Jeśli macie inne zdanie w tej kwestii, podzielcie się się nim w wiadomościach wysyłanych na adres: redakcja@connectedlifemagazine.pl lub w komentarzu pod artykułem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ