Rynek ostrzegaczy drogowych w Polsce zdominowany jest przez Yanosika. Jeśli ktokolwiek łudzi się, że jest inaczej, należy czym prędzej wylać na niego kubeł zimnej wody i wysłać na pierwszą lepszą trasę z kilkoma urządzeniami/aplikacjami jednocześnie.

Kilka lat temu z impetem na rodzimy rynek wchodził francuski Coyote. Miała to być alternatywa dla kierowców, którzy nie chcą używać Yanosika. Funkcjonalność podobna, różnica w społeczności. A w zasadzie w jej liczbie. Ciężko bowiem konkurować z milionową, lojalną grupą. Przekonała się o tym zarówno AutoMapa próbując wprowadzać AutoRadar, przkonał się NaviExpert startując z Ryśkiem czy wcześniej MapaMap uruchamiając RadarStop. I przekonał się też o tym Coyote. Mimo milionów wydanych na kampanię telewizyjną oraz różnych pomniejszych aktywności marketingowych, nadal nie udało się pozyskać dużej liczby użytkowników w Polsce. Dziwią się Francuzi, jak to możliwe? Przecież są niekwestionowanym liderem rynku u siebie w kraju, dobrze radzą sobie w Niemczech czy innych krajach UE.

Po kilku latach obecności w Polsce jest jednak światełko w tunelu. Niebagatelnej wartości prezent zrobiła Coyotowi Komisja Europejska znosząc opłaty za roaming w UE.

Dzięki temu polscy kierowcy wyruszający na wakacyjne wojaże po Europie będą mogli ze spokojem poruszać się po francuskich czy niemieckich drogach, bez obawy o ryzyko mandatów. A trzeba dodać, że te swoją wysokością potrafią zepsuć niejeden urlop. Mimalna kara za przekroczenie prędkości we Francji, to 39 euro, czyli ok. 170 zł. Ale już za największy to koszt prawie 14 000 złotych. Niektórzy Polacy boleśnie doświadczyli te stawki podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej odbywających się we Francji w zeszłym roku.

Teraz, kiedy opłaty roamingowe nie zrujnują portfela Kowalskich, Coyote ma naprawdę duże szanse zagościć na wyświetlaczach smartfonów kierowców.

Czy Yanosik powinien się bać?

Raczej nie. Małoprawdopodobny jest fakt, by dzięki zniesieniu opłat roamingowych wszyscy kierowcy zaczeli jeździć z Coyotem. Zwłaszcza, że procent Polaków wyjeżdżajàcych samochodem poza granice na wakacje, jest coraz większy, ale wciąż nie gigantyczny. Jednak za to wielce prawdopodobny jest fakt, iż ci, którzy już się zdecydują na korzystanie z francuskiej aplikacji i dzięki niej unikną kilku nieprzyjemnych spotkań z lokalną drogówką, również będą chcieli sprawdzić apkę w Polsce. A tej pod względem technologicznym, jak i użytecznym, nic nie brakuje. Rosnąca społeczność już pozwala na skuteczne unikanie miejsc kontroli policji w największych miastach Polski czy najczęściej uczęszczanych trasach. Poza nimi, nie ma znaczenia czy kierowca korzysta z Waze, Coyote czy AutoRadara. Efekt ten sam. Przekroczyłeś prędkość, płacisz.

Coyote nie jest jedyną aplikacją, jaka może zyskać na zniesieniu opłat roamingowych. Lecz jest jedną z tych, która jeśli będzie dobrze zarządzana, może wygrać podwójnie. Zadowolony klient, to lojalny klient. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza po zakończeniu sezonu wakacyjnego.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł5 powodów, dla których warto kupić polisę komunikacyjną, opartą o styl jazdy
Następny artykułPodpis cyfrowy w w technologii BIFILAR CLIENT-WEB-SERVER
Niezależny ekspert w branży usług lokalizacyjnych i nawigacyjnych z kilkunastoletnim doświadczeniem. Posiada bogatą wiedzę oraz doskonałą znajomość krajowego i światowego rynku związanego z usługami „connected”, w tym M2M i IoT. Jest pomysłodawcą oraz założycielem portalu lokalizacja.info, magazynu Connected Life, Connected Business Life, organizatorem cyklu konferencji z serii Connected Life Business Events: Navigation Trends, Geomarketing Forum, Telematics Forum, Connected Health czy Connected Insurance. Prowadzi także w działalność doradczą dla firm z sektora M2M/IoT.

1 KOMENTARZ

  1. Coyote ma dużo więcej lepszych opcji jak sterowanie głosem czy pokazuje ilu jest aktualnie użytkowników w pobliżu szczególnie na urządzeniach dedykowanych jak np Coyote Mini. No i oczywiście cała Europy w zasięgu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ